Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 3
Kraszewski Kajetan
Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 3 - strona 1
" tyle korespondencyi — po polsku, po francuzku lub po niemiecku — we wszystkie niemal strony świata rozsyłać, ile ich naówczas pisać mi przychodziło. Dziwiła mię białogłowia prawdziwie wytrwałość Księżnej, która o jedną rzecz i po dziesięć razy, lubo często z małym..."
Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 3 - strona 2
" que ce sont trois Puissances differentes, qui ont leurs interets particuliers, leurs arrengements, regies et precautions a part, de maniere qu'etant a Kodeń vous etes autrichienne, parfaitement etrangere a la Russie, mais vos folwarks et paysans qui sont a, la rive droite du Bug sont Russes......"
Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 3 - strona 3
" de Vous voir à Brześć mais je n'ay riea avec moi, et par consequant je n'ose Vous le proposer, et d'ailleur j'y serrai extremement affairfé, ayant les trouppes, les douaunes, la ville, les magazins et les habitants; à voir. Adieu... etc. etc. " Nakazane tedy zostały niejakie przygotowania..."
Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 3 - strona 4
" dróży cale nie znudził, mając starego JMPana koniuszego za towarzysza. Był to bowiem człowiek dawnego autoramentu, ciekawy a bywały, jakich już dziś i spotkać nawet niepodobna. Wywodził się ze Słonimskiego, całe życie prawie na kresach przebył, po barskiej zaś konfederacyi..."
Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 3 - strona 5
" funkcyi rozmiłowany, iż powiedzieć by można, że każda rzecz była u niego poślednią a koń najpierwszą. Nie rachowaliśmy na liczny zjazd w tym roku do Łęcznej, aliści nad wszelkie spodziewanie ruch się okazał wielki; zakordonowej szlachty siła się zjawiło, tabun wprawdzie jeden..."
Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 3 - strona 6
" w sobotę nadjechał; zaraz też przyszedł do kwatery JWgo Podkomorzego Kunickiego, gdzie stał też razem i Pan Stolnik Swirski, w rogu rynku na początku Ruskiej ulicy, a stół tani był zawszu dla przyjaciół otwarty i słychać było jak kucharze dzień i noc u wielkiego komina na..."
Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 3 - strona 7
" — Już stara pani Łowczyn a — mówił Szkliński — dla onych strachów wytrzymać w tym pała- cu nie może. Niektórzy w dalszych stronach zamieszkali zaczęli się dopytywać ciekawie; począł więc Szkliński opowiadać, jako od lat kilku zaczęło cóś straszyć w Dorohuskim..."
Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 3 - strona 8
" poczęły lecieć z pieca na izbę z impetem wielkim cegły, piasek, wióry, czerepy i kamienie tłukąc ściany i szyby; dalej, od dnia do dnia, nieczysta siła coraz więcej komnat zaczęła w posesyą swoją obejmować i co noc, a i w dzień biały nieraz, hałasy, stuki, pukania, trzaskania,..."
Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 3 - strona 9
" każdy mówi co ktoś widział, albo - li też słyszał, jabym chciał takiego spotkać, który na sobie miał experyencyą. — I coż z tego — przerwał JMPan Swirski — a jakbyś Waszmość znowuż komuś trzeciemu, jak to czyni teraz Gałęzowski, opowiadał, to by cię tak samo mógł..."
Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 3 - strona 10
" belana żartować, wszczął się gwar głośny, aż Rotmistrz Bułhak z wielkiej odwagi znany powszechnie, ale człek żadnej nie mający presumpcyi, rzekł, jako zwyczaj miał z flegmą a powoli. — Ja tam, mosanie, czybym się na tę gości, nę ważył nie wiem, ale znów tak, myślę sobie..."
Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 3 - strona 11
" — Kto? czy nie Zagórski? — spytał Olędzki. — A właśnie Jacek Zagórski, opowiadał mi, Moscibdzieju, sam całą awanturę. Dnia "18 maja 1794 roku" będąc w odwiedzinach w Dorohusku, zanocował tam o żadnych bynajmniej strachach nie wiedząc i nie słysząc nigdy. Najprzód gdy się..."
Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 3 - strona 12
" komitywie. "Co Waszmość tu robisz ?" pyta. "Przyszedłem" — rzecze Instygator — "abyś mi zdał sprawę z tego co o mnie tego wieczora mówiłeś JMPani Łowczynie." Zagórski powiada, że nie mógł jakoś przyjść do siebie i nie odrzekł nic "Coś mówił" — prawi dalej Instygator -..."
Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 3 - strona 13
" — Opowiadano mi to samo co do słowa w Dorohusku — ozwał się Szkliński — ale rzecz najciekawsza, że Instygator Koronny, będący na ten czas w Warszawie, właśnie, nic swoją śmiercią życie zakończył tejże samej nocy dnia 18-go maja. Szły tedy o owych strachach opowiadania..."
Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 3 - strona 14
" biało, ile że to wszystko na dyalektyce tylko dowcipnej polega; wszelkie zatem podobne wywody są ino próżną zabawką, lub co gorzej, szatańską ludzkiego rozumu pychą. Owóż, kto tylko zasłyszał o mających się odbywać exorcyzmach, wybierał się na dzień 15 ty Septembra do..."
Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 3 - strona 15
" — A no, niewiadomo, zobaczymy; mam moją plantę, rozpowiem ci to wszystko powoli i spodziewam się, że mi swojej pomocy nie odmówisz. Masz tobie! — pomyślałem; znowum sobie kłopotu napytał. Ale, cóż było robić? przyjacielowi w tak ważnej imprezie odmówić nie można, a..."
Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 3 - strona 16
" odjechał, wstał zdrów jak wół, a mając za co pić bo się nagrody spodziewał, machnął się do karczmy, tam całą noc łotrował, burdę jakąś uczynił i mieszczanie Siedliscy stłukli go tejże samej nocy już nie na żart, — bo ranka nie doczekawszy poszedł ad patres. — Umarł?..."
Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 3 - strona 17
" jąc się przed nami — hm, co się da; ale to pewno, że temu staremu kutwie kryminalnej sprawy na Stanisławie dochodzić nie dam. — A to z ciebie człowiek ciekawy, —zaśmiał się Boniecki — Nowicki pakując Stanisława do kar-ceresu, jakby naumyślnie ci w sukurs przychodzi, a ty,..."
Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 3 - strona 18
" łem. W trzy godziny niespełna zajeżdżaliśmy już na podwórko pana Cześnika. Niktby nie poznał pewno że tam mieszkał człowiek bezdzietny i bez-żenny, który krocie gotówki w ukryciu gdzieś przechowywał. Domek był mały pod słomianą, strzechą, który nie stał za dobrą..."
Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 3 - strona 19
" w głowie; kto guza oberwie niewiadomo, respice finem. W tem, skrzypnęły drzwi od alkierza i z uniżonym ukłonem, poprawiając właśnie co zawiązanego, widać, pasa, wsunął się JMPan Nowicki. — Do nóg upadam-am togo, panów dobrodziejów, a to!... bardzo proszę... Szkliński stał..."
Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 3 - strona 20
" — Hola, hola — przerwał Szkliński — całą, sprawę znamy doskonale, objaśnienia nie potrzebne, czy podałeś Waszmość zaskarżenie? — Ja? tak, tego... to jest... mam już na piśmie, jutro jadę z podaniem. — No, a ja do Waszmości przybyłem właśnie dla tego, żebyś..."
Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 3 - strona 21
" ści, to ja ci również zaręczyć mogę słowem szlacheckiem, że się ia sprawa zgodnie i uczciwie załatwi. — A—ba! żeby-ż to można! — Ja Waszmości powiadam i asekuruję, że się to zrobi, ale o chłopie — ani mru-mru... Cześnik rozstawił ręce. — A no, cóż robić-bić..."
Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 3 - strona 22
" flaszę wina, chleb, ser i kieliszki; gospodarz jeszcze nie nadchodził. — O to nas lurą uczęstuje! — szepnął Boniecki — a ja, dla twojej miłości — dodał zwracając się do Szklińskiego — będę musiał pić. Otworzyły się drzwi od alkierza, wszedł szybko Cześnik niosąc..."
Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 3 - strona 23
" to i hospodar pożywytsia", sam też własne wino z wielkim smakiem popijał, co raz lepszej nabierając fantazyi. — Bo to o tego— mówił— i chwała Bogu że się tak załatwiło-ło tego. Ja też, przyznam się, nie koniecznie tak chciałem instygować względem tego chłopa-pa tego, bo..."
Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 3 - strona 24
" tłómaczyć potrafi. I w tej okazyi przekonałem się o onej prawdzie rzetelnie, bo właśnie, jakeśmy się, później dowiedzieli, Stanisława jakoby na nowo szatan jakiś opętał w prześladowaniu nieszczęśliwej siostry za stały afekt dla Szklińskie-go, nie mogąc mu wymyślonej urazy..."
Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 3 - strona 25
" — Ale-ż panie Stanisławie! — zawołała panna Busówieńska. — A głupia! — powtórzył Stanisław stając i tupiąc nogami — głupia i gorzej, zła" paskudna, niegodziwa, bo się własne krwi zapiera, największego wroga naszego za amanta sobie wzięła, — oho! wiem ja co ty..."
Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 3 - strona 26
" osobie i sam zresztą przytem, labo do pasienia gniewu swego nie miał przez dni kilka ofiary, odzyskiwał niejaką swobodę i możność wyjazdu, bo inaczej' na krok się prawie z domu nie oddalał, Ignacemu nawet nieufając Tak to gniew namiętny i grzeszne jakieś zaślepienie opanowało tego..."
Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 3 - strona 27
" z góry znosili, jeszcze tej prachtyki nie było, kto ich wie, aby ono nam panna nie świsnęła! — At! głupiś! — zakonkludował Stanisław i zdjąwszy z gwoździa koło drzwi wchodowych zawieszoną krzywą laskę, ruszył do gospodarskich zabudowań. Hryszko zaś, postrzegłszy..."
Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 3 - strona 28
" IV. Lubo o Dorohuskich strachach relacye szeroko obiegając po okolicy znane były powszechnie, ale, jako z każdą na świecie rzeczą, ludzie w pół wierząc w pół nie wierząc otrzaskali się wreszcie i ledwie kiedy niekiedy, w sposobnej chwili, cóś sobie o nich wspomnieli. Gdy jednak..."
Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 3 - strona 29
" Piękny jest i prawie wspaniały ów pałac położony na miejscu wznioślejszem, staremi okolony drzewami, nie daleko Bugu; dość się poważnie przedstawia nieopodal, po lewej stronie gościńca z Włodawy do Dubienki wiodącego. Już w przeddzień zjechało do dworca osób kilkanaście.,..."
Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 3 - strona 30
" obozowiska, szczęśliwsi tylko, a raczej możniejsi, mogli się pod dach zajazdu schronić, a że i to wystarczającem nie było, mieszczono się u oficyalistów dworskich, we wsi, gdzie kto mógł i umiał. Późnym już wieczorem ruch jakiś gwarniejszy zwrócił uwagę Pana Mowszy; wyjrzał..."
Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 3 - strona 31
" robić? pójdę ja pogadam z podróżnymi; ja miszlę, co oni pewno dla Pana Biskupa będą musieć ustąpić. Po niejakim czasie rozpoczęła się krzątanina > w zajeździe; wyprowadzano konie, wypychano w tył bryki i wozy; sztuki, hałasy i nawoływania trwały dobre pół godziny, ale w..."
Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 3 - strona 32
" rej wodził sławetny Pan Marcin Kloc, rajca miejski, mularz z profesyi, wielce pobożny, piśmienny nawet, bo się podpisywać umiał, promator różańcowego chóru, persona w miasteczku niepoślednia. Człek to był nie młody, średniej statury, wąsy nosił podstrzyżone z pod spodu a z..."
Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 3 - strona 33
" — Ale jakoś dawniej nie było słychać, ja sam pamiętam, het, wszędzie mieszkali, a teraz, słyszę, pustkami stoi. — A no, też i ja to dobrze wiem, ale teraz powiadają, co się tam dzieje.... — I, dajcie pokój — przerwała Pani Marcinowa — takie rzeczy... ot rozpowiadać nie..."
Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 3 - strona 34
" Szła tedy półgłosem litania, ale oczy się już do snu coraz bardziej kleiły i niebawem pobożny szmer modlitwy zmienił się w różnorodne chrapania. * * * Nazajutrz, ledwie świtać poczęło ciągnęli już z poblizkich wsi włościanie, później bryczki i kolaski, dalej..."
Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 3 - strona 35
" — Co ty tu robisz? — spytałem. — A no, przyjechałem popatrzeć którem oknem Pan Lucyper będzie z pałacu umykał. — Zkąd-żeś wiedział? — Szkliński, stary drużba, dał mi znać i przyjeżdżać kazał. — Czemużeś mnie nic o tem nie powiedział — spytałem Szklińskiego...."
Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 3 - strona 36
" z Chełma Bazylianów kilku, Pijarów i Reformatów, a między nimi główna w tym dniu osoba exorcysta ksiądz Patrycy; słuszny, chudy tak, że na nim habit jakoby tylko dla przewietrzenia wisiał, twarz miał bladą, ręce kościste, — postami widno wycieńczony, — nos duży kulbakowaty,..."
Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 3 - strona 37
" — A ja chętnie... do kropienia! Gdy tak śmiejąc się rozmawiamy, a ten i ów stanąwszy przy nas żartobliwe dorzucił słowo, nadeszły białogłowy, których siła na ten festyn się zjechało. JW. Podkomorzyna córki z sobą, nie przywiozła, była z nią tylko Panna Olędzka z..."
Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 3 - strona 38
" się do zgromadzonych dla udzielenia im błogosławieństwa, wśród największego właśnie milczenia, nagle — wstrząsnęły się z trzaskiem wielkim zamknięte drzwi do opuszczonej strony gmachu wiodące. Trudno jest prawdziwie opisać ową, trwogę niemą, zdziwienie i osłupienie jakieś..."
Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 3 - strona 39
" Dei, mających się na drzwiach przybijać, oraz ruty, szakłaku i kilku lasek z drzewa kłokotki, które JWej Łowczynie i innym domowym ofiarowano, jako panaceum przeciwko wszelkiej duchów nieczystych mocy. Poświęcono przy tem i wodę Śgo Ignacego oraz kadzidło z ruty i rybiej żółci,..."
Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 3 - strona 40
" do okoliczności naukę zalecając modły do Świętego Patrycyusza a kończąc obrządek cały ofiarował wreszcie dostojnej gospodyni k arawakę, czyli krzyżyk z literami exportowany z Hiszpanii i o krucyfix tam cudowny pocierany. Skończyło się tedy nabożeństwo całe pięknie i..."
Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 3 - strona 41
" go bawili dolewając mu suto, zasiedli w drugiej sali. Gdy już w połowie obiadu po dość gęstych kielichach powstał gwar, rumor i niejaki nieporządek, JMPanna Elżbieta oznajmując mocny ból głowy wstała cichutko od stołu, za którą też i panna Busówieńska wyszła. Tu Szkliński..."
Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 3 - strona 42
" dukt do Kamienia był prawdziwie lasami na Pławańice, ale trochę dla zmylenia pogoni a przytem że i uproszona przez JW. Kunickę siostra jej JW. Gałęzowska matrona szanowna, jako i syn jej Ignacy mieli nam do Krasnegostawu dla zachowania większego jeszcze decorum towarzyszyć, ruszyliśmy..."
Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 3 - strona 43
" Hryszko, — dość, że bardzo prędko dowąchawszy się sprawy, jak wściekły dopadł skarbniczka i w pogoń za nami popędził. My jednak, z półtorej albo i dwie godziny naprzód wyjechawszy, niepotrzebując, jak on za nami, dopytywać się drogi i konie acz doskonałe dwa razy jeszcze w..."
Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 3 - strona 44
" ski Staniszewski z żoną Wiktoryą, de domo Węgleńską, siostrą JJWW. Kunickiej i Gałęzowskiej, nadbiegł też drobnym kroczkiem i Sufragan Olędzki. — Jak się macie? jak się macie — mówił żywo półgłosem — no? co? udało się? — upadam do nóg pani Gałęzowskiej..."
Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 3 - strona 45
" no, no, panowie! zupa na stole. Ale, ale, pierwej zdrowie państwa młodych... A zwracając się do swego służącego Józefa szczególnego faworyta, zawołał. — Jozefifi! Jozefifi! — wina! wina dawaj! Wypiliśmy tedy zdrowie państwa Szklińskich ochoczo i z najlepszą fantazya, gwarząc..."
Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 3 - strona 46
" w nich kurzem okryty z najeżonemi włosami, do niepoznania niemal passyą zmieniony, Stanisław. Był jeden moment powszechnego milczenia; już się ruszał z krzesła Sufragan, a przybyły rękę. do góry podniósłszy miał coś przemówić, gdy wtem blada pierwej twarz Stanisława więcej..."
Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 3 - strona 47
" — Przepadło — rzekł wreszcie półgłosem — wszyscy się spiknęli... — Uspokój się, uspokój — mówił Sufrangan — nic się złego nie stało... potem pomówimy spokojnie. Stanisław obejrzał się po sobie. — Co to? — spytał — krew? czy puszczaliście? apopleksya......"
Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 3 - strona 48
" dzo dobrze, bardzo dobrze. Szkliński, dalipan, uczciwy człowiek, dobry człowiek. Chory uśmiechnął się jakoś smutnie. — Wiem ja to, wiem dobrze, czuję; a gdzież Szkliński i Elżunia? — Są, są — odrzekł Biskup — tam w pokoju. — Gniewają się na mnie — mówił Stanisław,..."
Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 3 - strona 49
" Wbiegła więc pani Szklińska i ukląkłszy przy leżącym bracie ściskać go poczęła i całować; Stanisław nic już nie mówił, ino wzdychał ciężko a spostrzegłszy szwagra wyciągnął dłoń drżącą. Ścisnęli się za ręce patrząc sobie w oczy. — Tyś mi był prawdziwie..."
Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 3 - strona 50
" Stanisław z niedowierzaniem ruszył głową niechętnie. — Jakby tak... niewiele zaszkodziło... no... bo to... jakże? na weselu siostry... rodzonej... — To już odłóż na przenosiny — przerwał śmiejąc się Ignacy. Chory osłabiony był mocno, ale wyratowany i zdrów prawie w sobie..."
Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 3 - strona 51
" stępnym zaś roku 1797 wyjechawszy wrzekomo za kupnem wina do Krakowa, list z tamtąd przysłał, że się do legionów włoskich udaje; jakoż tak i uczynił. Nieszczęśliwa to jednak była dla niego impreza, gdyż w rok niespełna, latem jakoś, nadeszło urzędowe zawiadomienie, że w..."
Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 3 - strona 52
" — At! gadanie — zaśmiał się — mogłeś się w dwóch na raz kochać, a nie mógłbyś w jednej. — Jakto w dwóch? — A jużci, w Olgdzkiej i w Surynównie razem; tylko że w pierwszej nie kochałeś pono wcale jej osoby, ale, jak ja myślę, własne swoje kilkoletnie w oddaleniu..."
Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 3 - strona 53
" — Z twojej przyczyny. — Jakto z mojej? — Bo po twoim odjeździe zasłabła mocno, a że Darowscy zmuszeni byli powracać, zostawili ją u nas; ale za dni kilka przyjadą. No — kończył z uśmiechem — więc, niechcesz tedy ze mną jechać? — Ale chcę, chcę, jadę — zawołałem...."