www.xolive.pl

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 2
Kraszewski Kajetan


Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 2 - strona 1
" panną jechać nie trzeba, bo tam właśnie źle; pieniądze na początek u przyjaciół się. znajdą, tu indult wyrobimy, już ja w tem, za trzy tygodnie będzie ślub, a o posag spokój, wujaszek Darowski jak się weźmie to ci go i z prowizyami i z rekambiami, choćby od Lucypera odbierze...."

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 2 - strona 2
" przyjemna, czarująca nawet — gdybym innej nie znał pewnobym się w niej na zabój rozmiłował — ale dziś... dajmy pokój, nie ma o czem gadać. — No — rzekł nakoniec — to zostań jeszcze przez jutro przynajmniej, pojutrze odjeżdżają, wujostwo, razem się rozjedziecie. — Nie..."

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 2 - strona 3
" wreszcie wieczerzę, do której na dół zejść musiałem; ile mig ona kosztowała! Rozmowa się już nie kleiła, choć ją, stary Łowczy nawet chciał podtrzymywać, wczas się wszyscy rozeszli. Nielepiec jeszcze mię namawiać próbował, widząc wszelako żem już wziął postanowienie..."

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 2 - strona 4
" pozaklejane papierem lub drewnianemi błonkami pozastawiane. Stanąłem przed gankiem; na powitanie moje wyszedł JMPan Stanisław z zatkniętą za żupan serwetą, i przeżuwając jeszcze kęs obiadowy, a dłonią od słońca zasłoniwszy oczy, przyglądał mi się uważnie. Poznał jednak..."

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 2 - strona 5
" mo niby uprzejmego przyjęcia, czułem się tu cale obcym człowiekiem, co mnie boleśnie jakoś dotykało — pocieszałem się tylko w myśli, że czas i bliższe poznanie może te lody roztopią. Zaledwieśmy od obiadu wstali, białogłowy przez sień na przeciwek odeszły, obrus..."

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 2 - strona 6
" do Szklińskiego lub Kunickich i z przyjaciółmi dalszą plantę postępowania mego ułożyć. Posłałem tedy aby najęty człowiek nie odjeżdżał i z bijącem sercem wszedłem do pokojów na lewo z sieni położonych, które zajmowały kobiety. Zastałem w bawialni pannę Elżbietę..."

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 2 - strona 7
" — Dawno tam nie byłam — rzekła panna Olędzka i spuszczając oczy dodała obojętnie — sąsiedztwo dalekie... — Ale zdrowi są wszyscy? — spytałem — podkomorstwo, dzieci, Drewnowski, Horecki. — Zdaje się — odparła krótko i wnet o czem innem zaczęła rozmowę. Nie mogłem..."

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 2 - strona 8
" dzieć nie mogąc, ciągnął dalej zaczęte widać opowiadanie. — Bo to uważasz Waszmość, było czterech braci Jan, Bohdan, Paweł i Sylwester Stawscy, którzy dzieląc się dobrami poprzybierali od majątków różne nazwiska. Ja Panie-bdzieju, te sprawę znam na palcach — byłem..."

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 2 - strona 9
" ko traktował, prosił wszelako na wieczerzę i zasiedliśmy znowu. Szkliński stał się jakoś mniej mowny, ale i sam pił więcej i dolewał usilnie. Tak nam godzina dobra upłynęła, zjedliśmy co było i drugi już gąsiorek zjawił się na stole; ja zagadałem się z Koreckim, gdy w tem..."

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 2 - strona 10
" walce tej przeszkodzić. Za pierwszym jednak zamachem Szklińskiego laska jak masło poszła na dwoje, a lubo zapaśnikom niejakę uczyniłem dywersyą, było to jednak za późno. Szkliński bowiem już cięty był w ramię, a Olędzki w tej chwili dostał potężne uderzenie w głowę, które..."

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 2 - strona 11
" Potrząsł głową probując. — E, nie bardzo — odrzekł — a gdzie Szkliński? — W alkierzu. — Płatnął mig rzetelnie — mruknął Olędzki — to niedźwiedzia łapa! — Dobrze i on dostał. — Co? nie może być? - podnosząc się prawie zawołał żywo Ignacy. — Dostał,..."

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 2 - strona 12
" — Jakże ci panie Ignacy? spytał z cicha zbliżając się Szkliński — lepiej? — Lepiej, a tobie? — Mała rzecz — machnął ręką — bo to licho nadało! nieumiarkowałem siły — znowu... tego... tak... primo impetu — a ten łotr Aron fabrykowane wino daje — to wszystko z..."

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 2 - strona 13
" — Bestya żyd! — mruknął, a ponalewawszy dla nas i dla siebie, skosztował, mlasnął językiem. — Fabrykowane, to nie ma kwestyi!!! Wypił jednak pół lampki i nic już nie mówiąc a wzdychając tylko usiadł za stołem. Horecki przerwał milczenie. — Nie masz co się Waszmość..."

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 2 - strona 14
" ci wszystko opowiem. Żyłem z nimi w dobrej komitywie, w wielkiej nawet przyjaźni, po bratersku, nie raz za nich i łba nadstawiłem i z gorącej wybawiłem łaźni, sami się dla mnie oświadczali afektami i sami najpierwsi zrobili plantę, abym się z ich siostrą, Elżunią, żenił. Na te..."

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 2 - strona 15
" znaczny — czemu nie! Zresztą znaliśmy się z nią od lat tylu! — A panna Elżbieta? — spytałem z cicha. — Trudności nie było, poszło jak po maśle — odrzekł Szkliński — dała mi słowo i pewnie dotrzyma bo ją znam. — Dała słowo? — Dała — już trzeci rok temu, i do..."

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 2 - strona 16
" bunału, przez niego straciłem miejsce u JW-go Wilgi Wojewody Czernihowskiego, podstawił na moje officyum Falkowskiego, tego co to, później, wziąwszy na kobiercu uciekł na kresy. — Ale ja od swego nie odstąpię — prawił Szkliński — żeby i zginąć przyszło, i Elżuni krzywdy..."

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 2 - strona 17
" Szkliński — tylko dobrej woli i braterskiego serca. — O cóż chodzi? — Prosta sprawa — z Olędzkimi znasz się, z panną także, jedź do nich, ot! — dodał przypominając sobie — odwieziesz Ignacego, to będzie bardzo w punkcie, pobawisz tam dni parę, będziesz mógł do mnie lub..."

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 2 - strona 18
" — Pomogę z miłą chęcią — odparł Horecki — ale jak? — Już ja ci to opowiem w drodze, pojedziemy razem do Chełma — zgoda? — Zgoda. Słuchałem tego wszystkiego jakby w odurzeniu jakiem i rozważałem co począć. Odmówić Szklińskiemu — niepodobna rzecz była; jechać do..."

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 2 - strona 19
" — Wiesz co? — odrzekłem niby żartobliwie choć mi się serce rozdzierało z bolu — a jak mnie panna zbałamuci? — No, no, o to spokój. — Ale wierz mi, ja się do takiej roboty nie zdałem, komedyantem być!... — O! ba — mało to na świecie komedyi. Westchnąłem ciężko,..."

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 2 - strona 20
" krecya jaka... może-by tu kto inny mógł się lepiej sprawić. — Tak!! — rzekł przeciągle Szkliński, to taka przyjaźń twoja?! — A cóż to ma do przyjaźni? — Jakto co? głupstwo, mała rzecz, błaha — a ty się targujesz, ot! jaki to świat — dorzucił kiwając głową. —..."

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 2 - strona 21
" Byłem jakoby w gorączce jakiejś, — żal głęboki do płaczu niemal, a pasya do złośliwego pobudzały śmiechu, — Szkliński, ten przyjaciel wierny, a człek zacny i uczciwy, wydał mi się niby wcielonym szatanem, co mię w swych więzach i okowach trzymał, co mi w przyjaznym uścisku..."

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 2 - strona 22
" III. JMPan Aleksander Dąbrowski, Regent Grodzki Chełmski statury był nie małej, nieco przygarbiony, o krótkiej szyi i szerokich barkach, głowę miał przytem nadmiernie wielką a twarz całkiem wygoloną z pozostawieniem tylko wązkich a krótkich wedle uszu pasków, po niemiecku...."

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 2 - strona 23
" od dawna się z Chełma nie ruszał, zajmując trzy niewielkie izby w domu Gimpla przy rynku. Ciągnęła się tu wieczna od rana do nocy, z węzełkami, processya szlachty drobnej i mieszczan, którym on, mimo regentowskiego officyum, sprawy promował. Na przyjmowanie tych klientów..."

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 2 - strona 24
" splecionych rąk na brzuchu, które to w jedną to w drugą stronę szalonego pędziły młynka — akkomodując się zapewne równie szybko kołującym myślom gospodarza. Było-to zaś w dni parę po owem porąbaniu się Szklińskiego z Olędzkim i nieszczęśliwym w Dubience noclegu. JMPan..."

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 2 - strona 25
" tego z czego chleb jesz, to jest Panie łaskawy, ściśle biorąc — maxima najważniejsza. — Rzecz to prawdziwa że "inspicere sua quemque oportet" — ale czasem też i dla ludzi -trzeba coś zrobić, ręka rękę myje, Panie-bdzieju, noga nogę wspiera... — A! już-to dla ludzi,..."

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 2 - strona 26
" Regentowi oczy się zaiskrzyły, przewąchiwał jakiś interes — tem ważniejszy, że się z nim Horecki nie wydawał — nie mógł tej sprawy mimo siebie przepuścić nie zbadawszy o co chodzi. — Ja to wiem — odparł — że Waćpan Dobrodziej do takich rzeczy nie nowicyusz,..."

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 2 - strona 27
" biorąc, i miejsca brakło, spakowane to było, co ani czego odnaleść; zostały tylko z trzydziestu lat ostatnich. — Hm, to niewygoda — mruknął Horecki i dodał po chwili — niewarto kłopotu, mniejsza o to. Regent poprawił się na krześle niespokojnie. — Ale o cóż chodzi?!..."

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 2 - strona 28
" — Właśnie, właśnie, bo ja znowu niechciałbym tych rzeczy obudzać, które śpią, broń Boże czego. — Tak, tak, sprawiedliwie. — Rzecz jest taka — ciągnął Horecki — JMPanna Busówieńska, która u Olędzkich bawi, dochodziła niegdyś sukcesyi po Stawskich, Chylińskich i..."

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 2 - strona 29
" i Olgdzcy nawet nic nie wiedzą, nikomu nie ufa, zdradzona widno; wiadomo — biedactwo, sierota! — A to ciekawa rzec?; — szepnął Dąbrowski poprawiając się jeszcze na krześle. — Szczęście Panie Dobrodzieju — odrzekł Horecki — ślepe szczęście. Otóż ja..."

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 2 - strona 30
" Otóż jeżeli łaska Jegomości Dobrodzieja, to tak — dla ciekawości, gdybyś kiedy w archiwach czego poszukiwał, to i dokumenta co do tych majątków to jest: Stawu, Chylina, Busówna, trzebaby przewertować. — Wiem, wiem, rozumiem — odparł Regent — ale jak się nic nie znajdzie....."

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 2 - strona 31
" ce w młynek nieprzerwany i do kantorka się nie zwracając siedział tak dopóty, aż nowy gość jakiś dalszym medytacyom przeszkodził.   * * * O tych JMPana Horeckiego odwiedzinach i rozmowie, również jak i o innych dotychczas niniejszej relacyi wypadkach dowiedziałem sieja..."

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 2 - strona 32
" Zaczął mi więc serdecznie dziękować, był bowiem natury wdzięcznej i cale do brata swego Stanisława niepodobny. — Ale co będzie ze Szklińskim? spytałem. — Co ma być — odparł — ożenimy go i kwita; Elżunia w nim rozmiłowana bardzo, boć to człowiek dzielny, darmo gadać,..."

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 2 - strona 33
" ślać począł. przekonałem się wreszcie, iż całe moje utrapienie obecne samemu sobie i własnej tylko imaginacyi przypisać mogę. Nierniałem bowiem ani tytułu żadnego do ręki panny Olędzkiej, ani żadnej zgoła uczynionej nadziei lub obietnicy. I jeśli kogo, to chyba jadną..."

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 2 - strona 34
" cym na uboczu, wybiegła później do nas ż twarzą nadspodziewanie wesołą, w nieobecności zaś Stanisława wcale się ze swym dobrym humorem nie ukrywała, co mnie tak jakoś raniło boleśnie, żem częstokroć z pokoju uriekać musiał. Byłbym jednak to wszystko łacno przeniósł na..."

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 2 - strona 35
" czem świat stoi, wymyślając na Szklińskiego; drugiego zaś dnia po naszym przyjeździe wyprawił taką scenę, jakiej jeszcze w życiu mojem nie widziałem. Właśnie się już były rozpoczęły żniwa, a że posucha i pogody trwały długo, bojąc się przeto odmiany pospieszano z robotą...."

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 2 - strona 36
" mogłem pojąć co to znaczy, — szukałem oczyma owego pożaru a ta nagła wesołość mego towarzysza dziwna mi się w takim wypadku zdawała — Stój! — zawołał na mnie Ignacy — nie mamy czego pędzić, to Stanisława sztuka. — Jaka sztuka? — A no, patrz! — i wskazał ręką na..."

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 2 - strona 37
" Ignacy — że pan brat dzisiaj przy poczęstunku i sam bez szwanku nie wyjdzie. Wróciliśmy do domu; Stanisława już tego dnia i niewidzieliśmy nawet, wyprawiwszy żniwaków na pole sam poszedł za nimi a wróciwszy, w swoim pokoju zamknięty został aż do dnia następnego. Nazajutrz,..."

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 2 - strona 38
" młody, ale wesoły, gadatliwy i rubaszny; reszta młodszych, niemców, węgrów czy słowaków, jako: porucznik Johanowicz, Silway, Simonfy i dwóch jeszcze, których nazwisk nie pomnę. Zrobiło się więc gwarno we dworze, podano do stołu, alem się ja mało do rozmowy mięszał, udając..."

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 2 - strona 39
" obyczaj, dwóch tylko młodszych i stary Frytz zasiedli i to nie wielkie ryzykując stawki; inni krótkie kurząc fajeczki przypatrywali się koło stołu siedząc. Trwało to tak aż do późnej nocy, kobiety spać poszły, Ignacy, że go nieco głowa bolała wymknął się cichaczem, ja zaś..."

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 2 - strona 40
" terku u siebie w Kamieniu i trzymał tak dopóty, aż mu Gajer przyrzekł skrypta jakieś urzędowe po jego myśli spisać na miejscu, co też choć w największej złości, ale ze strachu dopełnić musiał. Śmiech był głośny z tego opowiadania a Stanisław Olędzki, obejrzawszy się że..."

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 2 - strona 41
" co — niepamiętam tak dosłownie, ale to pewno, że jest bardzo, bardzo nieprzychylnym... — Hm — mruknął Oberst — nic dziwnego. — Wielki łajdak — powtórzył zapalając się gospodarz — warto żebyście go kiedy przetrzepali porządnie. — Jeszcześmy do tej pory nie zrobili..."

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 2 - strona 42
" w tej chwili Klebelsberg wstał zwolna i kiwnąwszy głową na swoich towarzyszy, żegnać się począł. Długo tej nocy zasnąć nie mogłem; oburzył mię postępek Stanisława, widocznem było, że bojąc się sam Szklińskiego starał się podstępnie mu szkodzić. Z dniem każdym coraz mi..."

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 2 - strona 43
" lony z wyłogami czarnemi, pas lity słucki, zgoła tak, jakoby jechał na jaką paradę. Gospodarz przyjął go bardzo kordyalnie, myśmy się przywitali, panna Elżbieta tylko usta zesznurowawszy i głową ledwie kiwnąwszy gościowi nadąsana siedziała. Poczęła się rozmowa jak zwykle od..."

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 2 - strona 44
" matkę, dalej synów i córki. Zapytuje naprzykład: "córka Anusia?" gospodarze odpowiadają: "poszła za mąż. " — Aha! ja — powtarza pan pisarz — "poszla Zamoszcz, " "ausgewandert nach Zamoszcz" — ja! Jak zaczęli tedy wszystkie dziewczęta do Zamościa zapisywać, Ladrat, nie mogąc..."

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 2 - strona 45
" szlachtą, butną dotychczas i w największej, ba — może w nadmiernej wzrosłą, swobodzie. Starcia więc w takim stanie rzeczy były nieuchronne a nie raz i dla tych nowych przybyszów cale nie wesołe. Taki naprzykład Ferdinandi, który był przedtem w Wiedniu lokajem a przybywszy..."

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 2 - strona 46
" wyraźnie odmianę jakąś przewidywać zacząłem. Panna Busówieńska zaś, po staremu, wielce była dla mnie uprzejmą, niespokojność tylko JMPana Regenta, który to widać spostrzegł, zwróciła właśnie moją uwagę na te jego zabiegi. Bawiła mnie ta gra z początku, wkrótce jednak..."

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 2 - strona 47
" cieli; bo jeśli takowe wyjątki się trafiały, to chyba u arendowników, lub przez podstarościch albo prowentomych pisarzy popełniane, zawsze, prawda, z niedozoru dziedziców, a z tych, jeśli sam który ludzkim nie był, to już świat cały o tem wiedział i nikt pewno nie chwalił. Ten..."

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 2 - strona 48
" woli, ale szanowny pan obrońca doczekiwał, żeby się wszyscy zebrali. Zobaczywszy wreszcie, że cała izba karczemna jest już prawie napełnioną, gdy niecierpliwe chrząkania, kaszlania i tuptania coraz częściej słyszeć się dawały podniósł się, a prawie wylazłszy na ławę,..."

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 2 - strona 49
" kop, spluwając przez zęby; zapach bowiem dolatujący od szynkwasu sprawiał mu pewne roztargnienie. — Aboż wy nie rozumiecie? spytał Wasil, dworak niegdyś, przebieglejszy od drugich. — Hospody!! ne rozumiju — klął się prostoduszny Iwan. — On mówi — tłómaczył Wasil — że..."

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 2 - strona 50
" ścianie — żeb to Cisar dał nam soli darmo, tob dobre było! — Ot tak! to ale! wołano. — Oto, daj Boże zdorowje! — No, tak, to owszem ? dajte darmo soli. Sypały się tysiączne pochwały i wykrzykniki. Sahanek osłupiał. Zaczął więc tłomaczyć, że tu o soli mowy nie..."

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 2 - strona 51
" brych parę, koni zaprzężony, cale porządny ? tylko wśród ciemnej nocy JMPan Sahanek nie mógł tego dopatrzeć, że w siedzeniu, blizko pod sianem, zamieszało się nieco niewinnej lubo trochę kolącej tarniny, a u obu kół tylnych po parę dzwon obwodowych brakowało. Uczony Pan..."

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 2 - strona 52
" Olędzki kazać prosić do dworu, ale my bojąc się jakiej nowej a może i gorszej sztuki Stanisława — bo i tę nie kto inny jak on sam nastroił ? po długich przecie korowodach, lubo nie bez trudności, odwiedliśmy go od tego zamiaru. Postawiono Regenta na noc w mojej kwaterze; ja..."

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 2 - strona 53
" — Ej! — mówił śmiejąc się JMPan Dąbrowski ? przyznaj się Waszmość, że już ją tu znalazłeś. — Szanowny Regencie — rzekłem — wiesz jakie jest jedenaste przykazanie? — Jakie? — Nie kpij z bliźniego twego. — A cóż to za kpiny? — Już-ci nie co innego, bo się..."

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 2 - strona 54
" — Aj! Regencie, Regencie — znowu ci jedenaste przykazanie przypominać muszę. — Za co? dla czego? — Jakże, sam się przecie o nią starasz, toż o tem wszyscy wiedzą, ale bądź Jegomość spokojny, ja nie jestem rywalem — chyba może, jaki inny się znajdzie... i niewygodny. —..."

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 2 - strona 55
" — Co robię inaczej? — Przyznaj-że sani, i dzisiaj z temi odwiedzinami jakoś nie zewszystkiem po powszedniemu wystąpiłeś. Regent zmięszał się widocznie. — No, tak — rzekł po chwili — tak, ściśle biorąc, istotnie, ale to.. rzecz inna. — A! widzisz! złapałem Jegomości;..."

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 2 - strona 56
" tego wszelako po rozmowie z nim byłem pewny że o pannę Olędzką starać się, istotnie, wcale nie myślał. Poselstwo więc moje było jakoby skończone, postanowiłem przeto nazajutrz jak najraniej wstać, a z Ignacym się rozmówiwszy cały ten kłopot raz zakończyć i do domu powrócić...."

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 2 - strona 57
" nocne opisywać, oraz całą, wczorajszą z Regentem rozmowę. — Właśnie też — rzekł Ignacy — i ja z tem szedłem do ciebie, bo, rzecz pewna, że coś między Dąbrowskim a Stanisławem zaszło; dysputowali mocno i widać bojąc się, aby ich nie podsłuchano wyszli do ogrodu. — No,..."

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 2 - strona 58
" — Jest-żeż i Biskup. — Biskup! siedzi nad księgami, zresztą daleko i Stanisławowi folguje — ma słabość do niego. Chodził po pokoju zafrasowany. — Nie ma co — ozwał się po chwili — jedyna rada dopomódz Szklińskiemu, żeby Elzunie wykradł co najprędzej. — A potem co?..."

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 2 - strona 59
" masz nic pilnego, mógłbyś się przecie między przyjaciółmi zabawić. Zdziwiła mię ta uprzejmość, spojrzałem na Ignacego, alem nic z jego twarzy wyczytać nic mógł. Stanisław nalegał jeszcze żebym został, ja wszelako postanowienie wziąwszy nieodmienne oświadczyłem stanowczo,..."

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 2 - strona 60
" Busówieńska wmieszali się do niej, ja zaś chcąc się dowiedzieć, czy już dla mnie wszystko przygotowano do drogi, wstałem od stołu. Kiedym się znalazł w sieni, we drzwiach wpółodemkniętych kobiecego pokoju ujrzałem pannę Elżbietę; wypadało się pożegnać, panna skinieniem..."

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 2 - strona 61
" — Wiem. — Ale ja — mówiła rumieniąc się mocno — ja go... kocham... ja za nikogo innego nie pójdę, żadną mnie siłą, ani prześladowaniem brat Stanisław nie zmusi. — Wytrwałość — odrzekłem — przezwycięża wszelkie przeszkody. Wzdrygnęła się panna Olędzka na te..."

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 2 - strona 62
" ja się własnego serca zaparłem... robię co mogę... nad siły... — Ja Pana żadną, nie łudziłam nadzieją. W głowie mi się mięszać zaczynało. — Mnie? — spytałem — alboż ja co mówię? żądam czego? — Jakto? — żywo podchodząc spytała panna Elżbieta — a cóż ta..."

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 2 - strona 63
" do powiedzenia, pożegnawszy się więc jaknajprędzej — wybiegłem. Niebawem też, minio nalegań obu Olędzkich, wskoczyłem do bryczki i wyjechałem z Okopów. "

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 2 - strona 64
" IV.   Wśród, lasów dębowych o półtorej mili od Chełma, na lewo z traktu do Dubienki wiodącego, leży wieś Kamień. Trzymał ją Szkliński od Olędzkich arendą, mając zaś na lat dwanaście formalny i urzędowy w Ziemstwie oblatowany kontrakt, płacąc regularnie i naprzód..."

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 2 - strona 65
" lubo Stanisław sam był, jak to powiadają, szalona pałka, ale trafiła kosa na kamień, — i doświadczywszy pono i animuszu i ręki Szklińskiego, bał się go jak ognia. Siedział więc sobie arendownik spokojnie, gospodarzył uczciwie, żył dostatnio i porządnie, a że miał mir u ludzi..."

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 2 - strona 66
" z Okopów, wszyscy ci właśnie oficerowie, których ja tam widziałem zjechali się w Kamieniu. Żyli oni, jakom rzekł, w przyjaźni szczerej z gospodarzem wszyscy, krom jednego porucznika Silvay'a, Węgra, który, lubo się od kompanii swój odłączyć nie mógł, coś jednak do..."

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 2 - strona 67
" mając, była-to bowiem wyborna małmazya, której napoczęty gąsiorek niósł za gośćmi gospodarz. Smoktano powoli, gwarząc, lulki paląc, chodząc i przysiadając na ławach. Jeden zaś z oficerów przywiózł osobliwsze karty, taroko zwano, któremi się niektórzy zabawiali. Gdy więc..."

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 2 - strona 68
" Silvay'a, bo ten by ci mógł jeszcze jakiego figla wypłatać, wiem, że z Olędzkim są w przyjaźni a moźeś nie uważał, że on tu u ciebie po wszystkich kątach wyszukuje, to gałgan, głupiec i fanfaron; reszta poczciwe chłopcy, dla nich to gratka w sam raz, niech się zabawią, mogą..."

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 2 - strona 69
" stępaka, który się zwał "Kafarek", a masztalerze kuferkiem go mianowali; kupił go on był w Łęcznie dziwną, okazyą od tabunszczyka. Przypędzano na on czas tabuny po kilkaset koni a były to bestye dzikie, które w zagrodzie jednej pod odkrytem niebem trzymano. Cena wszystkich koni w..."

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 2 - strona 70
" już mu też Szkliński i na kark nasiadł, ale szkapa za wygranę nie dając szamotała się i targała rozpaczliwie. Zniecierpliwiony Szkliński chcąc krnąbrne uspokoić zwierzę podniósł pięść, i — spuścił ją między uszy koniowi. I w samej rzeczy uspokoił go doskonale, bo koń..."

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 2 - strona 71
" a suchą, łopatkę swobodną, ruchy mimo pozornej konia tego ciężkości lekkie niezmiernie, a w zadzie siłę szaloną, przez co. i chody miał wyborne i w skoku jak szczupak sadził. Na onym tedy Kafarku począł Szkliński różne dokazywać sztuki a nareszcie i na ganek po kilku schodkach..."

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 2 - strona 72
" I to mówiąc począł wjeżdżać na schody. Już tedy wszyscy zamilkli, żeby i konia nie płoszyć; w minutę był jeździec na górze. — A co? — wołał — nie pójdzie Kafarek na schody? hę? — Brawo!! — krzyczeli klaszcząc w ręce oficerowie. Ale to wszystko w króciuchnej..."

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 2 - strona 73
" zaczął. A było patrzeć na co, zjeżdżał bowiem trawersem, ze sztuka. przedziwną — bokiem sprowadzając konia. Byłby też niechybnie zjechał bez żadnego szwanku, lecz stare schody, które jako tako wytrzymały jadącego do góry ciężar, gdy ten się na kilku trepach i w samym..."

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 2 - strona 74
" dowano też i konia, który parsknąwszy tylko i otrząsnąwszy się jakby z wody, zdrów, brykając poszedł do stajni. Koło gospodarza krzątano się i biegano żwawo, wynieśli go oficerowie i na opończach złożywszy w cieniu trzeźwili jak mogli, chłodna wodą okładali głowę,..."

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 2 - strona 75
" z JMPanem Cześnikiem Nowickim, a że termin naprzód był oznaczony więc się do niego zastosowano. Pomagali Szklińskiemu Ignacy i panna Busówieńska, ale z ludzi domowych nikt o niczem nie wiedział, bo Stanisław miał swoich faworytów i zauszników w całym dworze. Drżało przed nim..."

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 2 - strona 76
" z tą wszelako różnicą, że gdy Krejsfizyk regularnie z nóg się zwalił na dobre, Szklińskiego nikt nigdy pijanym nie widział. Dnia tego Kreps będąc już po obiedzie a wedle codziennego obyczaju swego o tej porze porządnie już spity, siedział w oknie od ulicy mrugając tylko..."

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 2 - strona 77
" znosząc flaszki i flaszeczki do wąchania; i nacierania, głowę choremu okładała zwilżonemi ręcznikami, nieodstępując go ani na chwilę. Oficerowie zaś, zabawiwszy krótko, polecając Szklińskiego staraniom doktora, pożegnali go wychodząc na miasto. Trzeźwiące leki Krepsa i..."

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 2 - strona 78
" — No, no — przerwał Kreps zwracając się do żony — ty Dorotchen możesz sobie odchodzić, już tu nic nie trzeba, a pan Szkliński leżeć spokojnie. A co ciebie boli? — Nic, jakoś nie czuję bólu nigdzie, tylko osłabienie. — A, ja, oszlapiona, — a głowa? — Nie boli. — No..."

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 2 - strona 79
" — Co mi tam diabli po twoim ceitungu — odparł chory, machnąwszy ręką — ja się pytam co w tym gąsiorku... jakoś... niczego wygląda. — A! gąsiorka!? — odparł Kreps z uśmiechem — to jest doskonała, wiborna maslacz. — Hę? maslacz? a dajno mi trochę skosztować, to przecie..."

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 2 - strona 80
" fizyk sam nie wiedział kiedy zasnął, a gdy się nazajutrz rano zbudził, już Szklińskiego nie było. Żona mu tylko rozpowiedział, że pacyent, zdrów chwała Bogu zupełnie, wstał do dnia, kazał się zlać zimną wodą i wyszedł do miasta, zkąd zapewne musiał już dawno odjechać. W..."

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 2 - strona 81
" — A po co mam jeździć — odparł — pieniądzedze tego tracić, ot chyba tak jak teraz konieczność-ność tego, ale tu u was coś pusto. — Nu, jakto pusto? — odparł, mocno obruszony Aron — co to pusto? w tego pora w mieście obiad jedzą, a jak kto nie przyjedzie ze wsi musi..."

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 2 - strona 82
" Nastąpiły uprzejmie powitania. — Dawnośmy się nie widzieli — mówił Cześnik — będzie chyba lat z dziesiątek; ja z domu-mu tego, rzadko wyjeżdżam — czy Waszmość, panie Wysocki, tu mieszkasz, w Chełmie? — Ja? w Chełmie? — a co jabym tu panie Dobrodzieju robił w..."

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 2 - strona 83
" Westchnął kiwając głową a po chwili dodał: — Wynoszę się teraz do Lublina, tu niema co robić. — Cóż? czy na funkcyę, jaką? — spytał Cześnik — bo to w mieście życie kosztuje, choćby samo-mo tego mieszkanie. — E, nie, Panie Dobrodzieju — odparł Wysocki — jaka teraz..."

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 2 - strona 84
" — Z Olędzkim!! — powtórzył przeciągle Wysocki — o, o, — panie, to nie zazdroszczę, jak honor kocham, fixat panie!... — Otóż to, chciałem się Waszmości poradzić-dzić tego, on ma tu dziś przybyć, niby w neutralne miejsce — dla konferencyi; możnaby i o kompromiss-miss..."

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 2 - strona 85
" scopulos " *) no, to jest opis jasny jak słońce-ce tego; w gzygzak to jest, raz na prawo raz na lewo, a on panie utrzymuje, że linea recta, to jest prosto jak ciął! Osioł panie! uważasz Waszmość, po łacinie nie rozumie — i zabrał mi łąki, będzie na fur pięćdziesiąt...."

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 2 - strona 86
" Wtoczył się nadęty wielce JMPan Miecznik Krasnostawski, za nim łysy, wysoki, ze strzępiastemi wąsami, żywo a głośno mówiący JMPan Skarbnik Feliks Wereszczyński z Wereszczyna, dalej Olgdzki Stanisław i Regent Dąbrowski. Nastąpiły powitania dość chłodne, rozłożono mappę,..."

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 2 - strona 87
" Silvay a z nim oficerowie Simonfy i Johanowicz znowu tedy głośne nastąpiły powitania. Silyay postrzegłszy Olędzkiego, z którym niby w wielkiej żył konfidencyi, podbiegł żywo ku niemu. — No — zawołał z głupowatym śmiechem — podziękuj mi pięknie, usłużyłem ci po..."

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 2 - strona 88
" — Co?! — wrzasnął Olędzki — moją siostrę wykradać, durniu jakiś! będziesz tu publicznie moją siostrę szkalował! I to mówiąc, jak trzymał lampkę wina cisnął ją w oczy Silvay'owi. Zrobił się tedy rumor w całej izbie wielki, gwałtem prawie rozdzielono zwaśnionych,..."

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 2 - strona 89
" V. Był u nas w Brzeskiem województwie niejaki JMPan Rafał Nietyxa, o którym, żeby miał być mąż cnoty sercowej, powiedzieć trudno, — rzecz jednak pewna, że w bystrości rozumu i dowcipie równego sobie nie miał. Najsłuszniej zaliczyćby go należało do owej sekty filozofów,..."

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 2 - strona 90
" po którejby kroczyć miał przez całe życie, mógł być JMPan Nietyxa niebezpiecznym, lub cale nawet zgubnym mentorem; ale jako ten co sam mając rozum i z najmniej rozumnej księgi coś przecie mądrego wysnuć potrafi, tak też i każdy człowiek stateczny łacno mógł z onej mnogości..."

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 2 - strona 91
" wierzch mej pamięci owe słowa JMPana Nietyxy; własne bowiem teraz i cale ciężkie doświadczenie dowiodło mi w samej rzeczy, że i na ludziach częstokroć i na sercu nawet swojem nie zawsze i niezewszystkiem polegać mogłem, — a gdy się w życiu szczęśliwe trafiają momenta, jako te,..."

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 2 - strona 92
" folgując od roku już w Wiedniu i Badenie dla kuracyi bawił, okazała się to więc trudna, a nawet niemożebna rzecz do wykonania; zgodzono się na plenipotenta. Mnie zaś. ta funkcya zdawała się nadmiarę uciążliwą,; Korejwę tedy w mojem miejscu naznaczono, ale ten febry gdzieś..."

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 2 - strona 93
" — Drogę do krescytywy?! — ciekawa rzecz jakim sposobem? — Bo miała ci dać listy do księcia Repnina, abyś był przy Królu Jegomości pomieszczony. — Ja? przy królu — spytałem zdziwiony — czy kpisz, czy drogi pytasz? — I byłbyś niezawodnie — odparł śmiejąc się Korejwa..."

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 2 - strona 94
" Mocno mnie ta wiadomość zdziwiła; Korejwa ciągnął dalej. — No, widzisz teraz, że Księżna ma trochę racyi gniewać się na ciebie, bo to dla twego dobra czyniła, a ty odrzucasz. — I tem bardziej — rzekłem — odrzucam teraz, ja fartuszkowych protekcyi nie potrzebuję... — No..."

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 2 - strona 95
" — Nie ma jest — powtórzył rezolutnie Korejwa. — A co! — zawołał Rajmer z tryumfem — moje pigułki!! — Nic nie pomogły. — Jak to, nic nie pomogły, kiedy febry nie ma jest. — Bo ja pigułki za okno wyrzuciłem, a mnie stary Opoczyński jakimś zielskiem wykurował. — Och!..."

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 2 - strona 96
" krom Narbutta, nikt tam nic nie pomoże, oświadczyłem właśnie Księżnej, że on już przez posłuszeństwo decyduje się jechać... do Grodna. Księżna aż się za głowę złapała, kazała na miłość Boską prosić, abyś zaniechał jazdy do Grodna, a do Pren pospieszał; wszystko..."

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 2 - strona 97
" sobą miały, — jako to jest między sukcesorami rzecz zwykła, — i prawdziwie powiedzieć można, że długi czas jeszcze wszędzie ładu nie było i zamięszanie panowało nieznośne. W początkach zaś samych obejmowania posesyi kraju w każdem państwie, robiono wszystko pospiesznie i..."

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 2 - strona 98
" głównego dominium, nie małe zachodziły tergiwersacye. Dodać jeszcze należy, że w krajach pod Austryę lub Prusy odpadłych, wszelka korespondencya prowadzoną była po niemiecku, którego języka, pogardzonego dotychczas u szlachty, — jako żydom i rzemieślnikom właściwego — ledwie..."

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 2 - strona 99
" a interesa wszelkie, — pod wodzą. Księżnej samej i JMPana Strażnika Mierzejewskiego, qua plenipotenta głównego, — w jednym tyglu naszym kodeńskim dzień i noc się prażyły. Jakoby grad nawalny, sypały się ze wszech stron listy, przypomnienia, molestacye, pozwy, proźby i groźby,..."

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 2 - strona 100
" Na ów czas dopiero, z różnych medytacyi a pobudek przyszła mi pierwsza myśl i postanowienie opuszczenia Kodnia. Przekonałem się bowiem dowodnie choć już może i po niewczasie, jako człowiek w dependencyi będący, sprawom pryncypała służąc, wbrew własnemu częstokroć rozumieniu w..."