www.xolive.pl

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 1
Kraszewski Kajetan


Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 1 - strona 1
" CHEŁMIANIE. "

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 1 - strona 2
" CHEŁMIANIE OPOWIADANIA Z LAT 1792-1796 przez Kajetana Kraszewskiego.   Niemasz nic pod słońcem trwałego - nie tylko domy i familie ale i króle- stwa i monarchie wielkie ustają i upa- dają - i naród się po narodzie na ziemi odmienia...."

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 1 - strona 3
" Дозволено Цензурою Варшава, 27 Апреля 1877 года. Druk J. Ungra, Nowolipki Nr. 2406 (3).   "

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 1 - strona 4
" Józefowi Ignacemu Kraszewskiemu w Dreznie. Kochany bracie! Z opowiadań starych ziemian Chełmskich, z przeglądania starszych jeszcze od nich szpargałów złożył się jakoś niechcący ten oto urywek, który Ci w darze składam; racz przyjąć go od szczerze kochającego Cię..."

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 1 - strona 5
" Conipedes imposuit, qui beneficium fecit.   I.   Byłem na ten czas na dworze Kodeńskim, kiedy się nowa zawiązywała Konfederacya, a JW. Generał Artylleryi Kor. Potocki wraz z Hetmanami Rzewuskim i Branickim zjazd uczynić mieli powszechny w Brześciu dla..."

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 1 - strona 6
" nikomu próżnować nie dał i że nastały takie czasy, jakich nie daj Boże doczekać, bo i trwogi i krętaniny i kłopotów mieliśmy po uszy. Nieboszczyk Korycki, świeć Panie nad jego. duszą, lubo się jeno marszałkiem dworu zwał, w interesach jednakowoż wszelkich, a zwłaszcza co się..."

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 1 - strona 7
" gowańszych gości przygotowania. Księżna Sapieżyna bowiem, będąc gospodynią wielce zabiegła a mocno o ten jarmark dbając, obszerne wymurować kazała kramy i mieszkania dla kupców, w tej nadziei, że gdyby one jarmarki w zwyczaj weszły a były liczne i walne jak się należy,..."

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 1 - strona 8
" nić, lecz primo — nie miałem na ten casus dostatecznej substancyi, secundo — że mi pan ojciec pod błogosławieństwem zalecił na dworze Kodeńskim pozostać, — siedzieć więc bezczynnie musiałem. Markotno mi też było wielce po odjeździe Nielepca, a najgorzej kiedym wszedł..."

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 1 - strona 9
" korpusu Zabiełły wstąpić lub w ostatku choć na dni parę przedostać się do jego obozu. Aż tu już po owej Boruszkowskiej grobli i bitwie pod Zieleńcami, jakoś ultimis Junii, dobiegła nas wiadomość, że Zabiełło z całym korpusem swoim nadciągnął do Szereszewa, znów że w..."

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 1 - strona 10
" który lubo za kołnierz wylewać nie lubił, wszelako był na ten czas cale trzeźwym. Spotkawszy go tedy koło kafenhauzu, — gdzie widziałem, że długą abstyuencyą umartwiony już się brał do anyżówki, — i wybadawszy o wszystkiem rzetelnie, pospieszyłem z tą nowiną. do..."

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 1 - strona 11
" rozmówić się z Marszałkiem, bo mnie już paliło dostać się do obozu, musiałem czekać aż się nieco ludzie porozchodzą; gdyśmy więc tylko samotrzeć z JMP. Koryckim i księdzem Ambrożym zostali, rzeknę ja do naszego gospodarza: — Niech mnie szanowny Marszałek daruje, ale to już..."

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 1 - strona 12
" — Nierozumiem ja tego — zawołałem wreszcie — jak mnie i Jegomość ksiądz Ambroży i JMPan Marszałek możecie od takiej odciągać imprezy, bo ja właśnie ojca obrazić nie chcąc, ani też Księżnej, dufałem że mnie w tem dopomódz zechcecie. A tu widzę — dodałem z goryczą,..."

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 1 - strona 13
" nie kładł w Kodniu, schodząc się to tu, to owdzie, a we dnie dopiero gdzie kto mógł przydrzemując po kątach. Stare przysłowie mówi: kiedy trwoga to do Boga, i prawda jest; bo chyba na odpust jaki zebrałoby się tyle ludu ile go było nazajutrz, jako przy niedzieli, w naszym Kodeńskim..."

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 1 - strona 14
" włodarzyć nie będziecie, a potem szeroko tekst święty wykładając demonstrował wady nasze i usterki oraz kary, jakie słusznie zsyła za nie sprawiedliwość Boska. Byliśmy tedy wszyscy onem kazaniem wielce zbudowani i w milczeniu prawie powróciwszy do zamku zebraliśmy się jak..."

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 1 - strona 15
" pisarz rachmistrza i kassyera naszego Zdzitowieckiego. Był on prawda nie gorszy od Koczalskiego potator, a można było o nim sprawiedliwie powiedzieć że: parvum scribit, multum bibit, i na ten raz podpił też nieźle, bo wracał właśnie od szwagra swego podstarościego z Zabłocia, lecąc..."

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 1 - strona 16
" i rozparł jakby miał zdychać — a on rzuciwszy go, poskoczył na ganek. Więc i ja też biegiem pospieszyłem przypominając sobie gdziem już kiedyś widział tego człowieka. Kiedym więc drzwi do marszałkowskiej sali otworzył, ujrzałem JMP. Koryckiego z nowoprzybyłym stojących..."

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 1 - strona 17
" zdrowie ale i życie nawet na hazard wystawiał. Alem ja się rozradował mocno, bo mi wnet na myśl przyszło żebym ową depeszę wziął i sam zawiózł, skoro Szklińskiego koń, jakom widział, dalej iść nie mógł, a i on sam, kilkanaście mil ubieżawszy, musiał być również nie..."

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 1 - strona 18
" ski, rad będę, z kompanii Waszmości, boć i drogi tutaj znasz pewno lepiej odemnie. — Dobrze to, przerwał JMP. Korycki, ale jakiego damy konia panu Szklińskiemu, bo, prawdę powiedziawszy, jak Waszmościowie raz za bramę, tyle ja was i widział, co tam z wami i z końmi bedzie, Bogu..."

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 1 - strona 19
" prawda dzielny, o którym mówił marszałek, z Pren ze stada przysłał go JMP. Czernik koniuszy na sprzedanie, złoto-cisawej maści, gwiazdka na czole, - noga wsiadana za pęcinę biała — ale tak był dziki i zły, że przystąpić do siebie nie dawał, ludzi rozbijał, a wsiąść — nie..."

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 1 - strona 20
" kurcie bajowej, jak zwykł w swej kancellaryi przesiadywać, mając na samym końcu nosa w róg oprawne okulary i ponad niemi na świat Boży spoglądając, wylazł przed zamek patrzeć na to dziwowisko. A koń tymczasem rwał się, i fukał i prychał, trzymało go silnych dwóch ludzi i ledwie..."

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 1 - strona 21
" ścieśnion kolanami, dał widno nie równej walce za wygranę, i parskając tylko z wielkiego rankoru pocwałował dalej. Ja też pożegnawszy się prędko ze wszystkiemi i do mego konia skoczywszy, co żywo za Szklińskim pospieszyłem. Kiedym wypadł na rynek, już go na Brzeskiej ulicy nie..."

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 1 - strona 22
" — Bóg to wiedzieć raczy, odparłem, kiedy ja tam powrócę. — Alboż co? — Chciałbym wejść do korpusu Zabiełły. — Cha, cha! rychło w czas — a toć już wojna przecie! — Są, tacy, odrzekłem, co w taką porę właśnie abszyt biorą. — Albo go dają sami sobie, dodał,..."

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 1 - strona 23
" widzieliśmy gotowość wszelką jakoby do wymarszu; konie nawet okulbaczone stały, tylko popręgi poodpuszczano i zdjęto munsztuki dla dawania obroków. Szkliński oddał depeszę. Uważałem, że po odczytaniu tego skryptu generał zamyślił się mocno, widno z otrzymanych wiadomości czyli..."

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 1 - strona 24
" ogniska, wojsko jednak stało porządnie, konie w płóciennych żłobach chrupały obroki, ale wszystkie w kulbakach. Przedostawszy się więc pomiędzy owemi ogniskami do miejsca w którem stała chorągiew będąca pod sprawą, naszego rotmistrza, znaleźliśmy tu i Nielepca — byliśmy..."

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 1 - strona 25
" Milczenie głuche zaległo w obozie, od czasu do czasu, tylko koń jaki z cicha a przeciągle chrapnął, nogą tupnął lub pyskiem po płóciennych suwał sakwach, szukając dawno już zjedzonego obroku. I tak rni się wtedy sen z czuwaniem pomięszał, że kiedym spał, a kiedym czuwał..."

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 1 - strona 26
" du i czerniały zdala ranną, mgłą, osnute mnogie mury gmachów Brzeskich, wież kościelnych i kamienic. Przeżegnałem się tedy, przetarłszy oczy po onym śnie ciężkim — bo, choć to ongi powiedział Seneka "somnus veris - miscens falsa" ale na on czas, nie myśleć mi było o jakimś..."

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 1 - strona 27
" tawaleryi z okrzykami wielkiemi i zrobił się tumult straszny, a zamięszanie takie, że zgoła nie wiadomo było gdzie swój a gdzie obcy — rąbanina się rozpoczęła haniebna. Mnie już od machania szablą i ręka mdleć poczynała, ranny byłem nieco, lubo nieszkodliwie, gdy na raz..."

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 1 - strona 28
" koś nie dolegało — wstałem więc i do okna podszedłszy rekognoskowałem pozycyą. Był więc staw mierny na staję przed domem co na wzgórzu stał; na stawie młyn z prawej strony, bliżej na dziedzińcu też z prawego boku murowane stajnie, dalej, za stawem wieś długa — a do koła..."

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 1 - strona 29
" Chłopak, zbliżając się na palcach szepnął wreszcie ostrożnie. — Proszę pana, nam nie wolno gadać. — Jakto niewolno, dla czego? — Tak kazali. — Kto kazał? — Doktór proszę pana i pan podkomorzy i pani i ta panienka co tu przychodzi. — Jakto? i tobie zabronili gadać? —..."

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 1 - strona 30
" W tem, drzwi się zlekka otworzyły i wsunęło się na paluszkach dziewczę młodziuchne., zaledwie może lat piętnastu; wydała mi się, jakoby jakimś aniołem, biały bowiem miała na sobie kabacik i sama też bieluchną była i bujne warkocze jasnych włosów niby złote, złożone..."

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 1 - strona 31
" — Jakoś mi nie źle, odrzekłem, i Począłem Podkomorzemu za gościnę. dziękować. — Co mi tam, Matko Przenajświętsza, za gościnę Waszmość dziękujesz, prawił Podkomorzy, chwała Bogu żeś się tej niemocy zbył, teraz się już rychło wyliżesz dziękuj Waszmość Panu Boga..."

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 1 - strona 32
" dzo, nadeszła też niebawem i sama jw. Podkomorzyna z ową dzieweczką, dla opatrunku rany, którą na głowie miałem. Tu się dowiedziałem, że owa Elżunia Olędzka, sierota, powinowatą była Podkomorze go przez matkę, alias rodzinę Sługockich, że rodziców nie ma, tylko trzech braci,..."

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 1 - strona 33
" — No chwała Bogu, że nasz pacjent wydobrzał, wypijemy jego zdrowie, niech-no jejmość każe... — Ot, już okazya, przerwała Podkomorzyna choremu hałas szkodzi. — Jaki hałas, Matko moja Przenajświętsza! co za hałas? zawołał wielkim głosem Podkomorzy, przecież go ugościć..."

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 1 - strona 34
" rozeszli się wszyscy. Ja wszelako długo w noc zasnąć nie mogłem. Najprzód więc myślałem jak się mam z mego debitu wdzięczności wypłacić Szklińskiemu i Podkomorstwu, nareszcie i tej Elżuni, dla której wdzięczność moja mieszała się jednak z niejakąś lubością;, ile że,..."

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 1 - strona 35
" trudno znaczne posiadając dobra, jako to: klucz Hański jeszcze pono za Władysława IV-go króla, po Aleksandrze Hańskim Łowczym żytomierskiem odziedziczony, oraz starostwo Czułczyckie i Łowcze, na ten czas zaś o nabycie starostwa Stuleńskiego z jw. Rzewuskim hetmanem pertraktował,..."

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 1 - strona 36
" stwem i piwnicą. JMPan Horecki wzrostu był niewielkiego, chuderlawy, twarz miał wielką, ściągła i wygoloną do szczętu, na której sterczał nos monumentalny a czerwony mocno i to wcale niewinnie, bo lubo kieliszka nie odmawiał — nie napijał się jednak bynajmniej, o co niejeden..."

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 1 - strona 37
" wnych swoich myśliwskich sukcessach miał do opowiadania nieskończone rzeczy. Żyli też oba z sobą w przyjaźni wielkiej, gdy którego w domu nie było tęsknił za nim drugi, kochali się jak bracia — a razem będąc sprzeczali się bez końca i co najosobliwsza, zawsze prawie z jednej..."

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 1 - strona 38
" szym, wstałem przeto i ogarnąłem się, ale osłabiony będąc i labefactus musiałem trochę przylegać. Około dziewiątej godziny wpadł do izby mojej zadyszany Szymek. — Proszę pana! zawołał, przyjechał pan dochtor. — Jaki? może Miller z Terespola? — A nie, proszę pana, z..."

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 1 - strona 39
" nem on był życia i śmierci wszystkiej szlachty, w ziemi chełmskiej osiadłej, a oprócz niego nikt nie miał prawa słusznego obywatela na lepszy świat ekspedyować. Wbiegł tedy do izby mojej niebawem ów pan Kreps, którego zobaczywszy, nie wiele brakło, abym mu się w nos roześmiał...."

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 1 - strona 40
" — Gut morgen, zaszwargotał — no, co? Pan Narbutt, chwała Bogu zdrowsza jest. — Lepiej mi trochę, odrzekłem, ale jeszcze mocno jestem osłabiony. — Oszlapiona? gut, gut — par-zo dobrze! — I ból głowy mam... — Jaa — pan ma pól głowa — par-zo dobrze. — Rana mi na ręku..."

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 1 - strona 41
" dłem przed dom i na lawie usiadłszy, czytałem sobie Monitora z roku pańskiego 1766, którego w izbie mojej znalazłem; a było w nim rzeczy ciekawych siła, żem się i nie spostrzegł cale, jak godzin parę ubiegło. Dopiero-m oczy od lektury podniósł turkot niejaki usłyszawszy; wracał..."

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 1 - strona 42
" lepszych nagada, a dla zbudowania — wolę pójść do kościoła. — Alboż to i z książki się nie zbudujesz? — Bywają Mospanie i heretyckie — mruknął kiwnąwszy głową Drewnowski, dla tego też dzisiejszy świat co się tem próżniactwem zabawia; więcej Lucyperowi niż panu Bogu..."

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 1 - strona 43
" jakim, osłaniane; z drugiej prawie pod kątem prostym, przez dwór, od stawu wysuwał się gościniec do Sawina, gdzie nieopodal na wzgórku stała na straży mogił starych drewniana na cmentarzu cerkiewka. Za ogrodem zaś immediate ciągnęły się obszerne łany pól, jak na ten czas, bujnym..."

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 1 - strona 44
" i przysyła Panu nową jakąś — potrawę — doktór jeść pozwolił. — Cóż to takiego, spytałem? — To, pan Stolnik Swirski przywiózł z Warszawy, a tutejszy Tomasz nauczył się przyprawiać, nazywa się makaron włoski. W samej rzeczy była to raritas. na owe czasy, którą jednak..."

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 1 - strona 45
" rzała mi w oczy dziwnie jakoś mile i wdzięcznie. Myśli mi się splątały, niewiedziałem co mówić, a chciałbym był patrzeć na nią wiek cały i Bóg wie jak długo tę rozmowę przeciągnąć. — Nie żartuję bynajmniej, zacząłem znowu bo ja... Ale nim cóś więcej powiedzieć..."

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 1 - strona 46
" dwie Szymek posprzątał i ja sobie do spoczynku, usiadłem, usłyszałem liczne a hałaśliwe głosy zbliżające się do altany. Był to właśnie Podkomorzy, który z gośćmi i domownikami po obiedzie siadywał tu zwykle latem, kończąc pozaczynane butelki przy marjaszyku i gawędzie; a pod..."

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 1 - strona 47
" po swojemu umiał te wióry przyprawić — bo ja w tem smaku nie czuję- at! mydło! — Lepsze nasze kluski albo kasza, potwierdził rzuciwszy ręką wzgardliwie JMP. Drewnowski. Kreps podpiły trochę uśmiechał się tylko usta oblizując, Horecki zaś widocznie na rozum biorąc kiwnął..."

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 1 - strona 48
" wód swój przychylności, dla niej też jako i dla panny Elżuni obligowany byłem za macierzyńską w mej mizcryi opiekę. Rozmawialiśmy tedy wesoło ale najwięcej ja z panną Olędzką, bo gospodyni bezustannie dziećmi zajęta albo im dawała przestrogi i monita lub coś koło nich..."

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 1 - strona 49
" się już do nas przybliżał lubo-m ja na on czas o owych ludzkich gadaniach i nie myślał zgoła, zastanowiła mnie agitacya Podkomorzego, którą dopiero później zrozumiałem. JMpan Kunicki bowiem spostrzegłszy kwestarza, choć miał w ręku panfila i dwadzieścia czerwieni, zsunąwszy..."

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 1 - strona 50
" gąsek nie wracasz — a to Mospanie dla wojskowych łakoma rzecz. — Ot jakoś Bóg łaskaw — odrzekł kwestarz — choć prawdę powiedziawszy było różnie po drodze, a ja nie tylko barany, ale i wołu nawet z sobą prowadzę. — Wołu! o ho-ho — zawołał Podkomorzy — a któż..."

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 1 - strona 51
" — Ślinka do gęby pociekła — dorzucił śmiejąc się Drewnowski. — A zgadłeś Waszmość — kończył Reformat — pociekła, dla splunienia z abominacyi na taką Boskich przykazań wiolencyą. Owóż, pan Podkomorzy Rajski, per civilitatem, posłał wnet do kuchni aby mi cóś..."

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 1 - strona 52
" niwsży z wielkim respektem odrzekłem:,. Tak jest, JW. Pani — ale on tylko jeden, bo zresztą, wszystkie psy — kalwiny. " Co JW. Rajski usłyszawszy, zaczął się śmiać niezmiernie i wpadłszy w humor doskonały zawołał: "Brawo! spisałeś się gracko Księżuniu, daruję ci za to..."

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 1 - strona 53
" — Aha — mruknął Podkomorzy kiwnąwszy głową, i pogroził palcem kwestarzowi — filut, Matko moja... z Waszmości, no, mniejsza oto, masz moją. I to mówiąc wyjął za kontusza piękną srebrną tabakierkę i oddał ją Reformatowi. Kwestarz skłonił się nizko, tabakę swoją..."

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 1 - strona 54
" — JMPan Wojski Zaleski. — Z kądże masz tę wiadomość? — Spotkałem z Wisznic od Księcia Krajczego jadących Sędziego Szczepanowskiego z Podstolim Paszkowskim, assokurowali mi że tak jest w istocie. — No! — mruknął gospodarz — Matko moja przenajświętsza! to-ś mi Waszmość..."

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 1 - strona 55
" cić. Chodziło tylko oto, abym mógł bezpiecznie przejechać, znaczne bowiem oddziały wojska stały w Kodniu załogą. Napisałem więc do Marszałka dziękując mu za pamięć i troskliwość, a prosząc o ułatwienie mego do Kodnia powrotu. Po odprawieniu posłańca weselej mi się..."

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 1 - strona 56
" gnęło się jednak od dnia do dnia czekając na rezolucją Marszałka Koryckiego. U szlachty znajomość prędka, jak się poczciwi ludzie dobiorą, za dni kilka — to już jakby rodzina i ja też ledwie tydzień u JW-ych Kunickich przebywszy, czułem się jakoby w domu. Panny Olędzkiej..."

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 1 - strona 57
" — Co za dziedziczka — rzekła Podkomorzyna — uboga słyszę, stara już panna, w Lublinie ledwie z czego żyć miała. — Tak, tak, panna Busowieńska, ta sama, pan Podkomorzy pewno wić — dodał zwracając się do JW. Kunickiego, ta — co to podjęła proces o sukcessyą, po..."

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 1 - strona 58
" Ale — rzecz jest! dodał po chwili Horecki kiwając głową — oho! żeby tak na mnie Panie-bdzieju. — Wygrałbyś Mospanie sprawę — co? — Zaśmiał się Drewnowski. — A pewno, Panie-bdzieju, odparł Horecki, żeby tylko dokumenta.. — Cha, cha, cha! mała rzecz! przerwał..."

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 1 - strona 59
" Ruszył się zatem JW. Kunicki, nieco stęknąwszy, bo lubił siedzieć po obiedzie — ale szanując stary obyczaj, posunął się ku domowi; należało bowiem uczciwość gościom wyrządzić, witając ich w ganku. I my przeto ruszyliśmy za gospodarzem. Kolaska, czwórką koni zaprzężona,..."

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 1 - strona 60
" miłosierdzia; niechże pani raczy wspomnieć sobie czasem o swoim pacyencie — niezapominać że.. — To panowie — przerwała panna Elżunia — możecie prędzej zapominać o znajomych mając ich tyle po świecie — my — siedząc w domu... — Proszę Panienki! zawołała z sieni,..."

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 1 - strona 61
" ski — ciekawe relacye prawi Olędzki o Waszmości. przyjacielu. — Mam ich chwała Bogu siła — mówię mu — nie wiem o którym. — Hm, Mospanie, przyjaciel przyjacielowi nie równy; ale ten pewnie najlepszy co nam życie, salwuje. — A! to o Szklińskim, cóż mówił Olędzki? —..."

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 1 - strona 62
" ręką — zachciałeś Waszmość -wierzyć tym banialukom. Na co nam cudze bajki, kiedy mamy swoje prawdy. Ot mnie dziad mój opowiadał że był w Kamieńcu na Podolu, kiedy Turczyn oddawał miasto a jeden Basza w zawiści niezmiernej chciał prochy podpalić, zaś JW. Wojewoda Kijowski..."

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 1 - strona 63
" — Jakto? i zdrów? — spytałem. — Zdrów jak sum, widziałem się z nim w przeszłym roku na Łęczańskim jarmarku. Opowiadał mi tylko że czasu tej potrzeby miał herbowy sygnet na palcu, a później go nie znalazł, więc — Mospanie, suponuje, że spiesznie pakując sobie one..."

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 1 - strona 64
" Tymczasem Podkomorzyna, jak to białogłowy mają oko na wszystko, spostrzegła widać mój frasunek, zdybawszy mnie zatem siedzącego w zadumaniu na ganku, rzecze z uśmiechem. — Waćpan, widzę, markotny jesteś od pewnego czasu, cóż to za przyczyna? Zacząłem się więc tłomaczyć, że..."

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 1 - strona 65
" Niemogąc się jeszcze na odpowiedź zdobyć ucałowałem ręce JMPani Kunickiej, która też dalej ciągnęła. — Los Waćpana obchodzi mnie szczerze i jeśli życzysz sobie będę się starała dopomódz ci ile możności. — Niech pani wierzy, odrzekłem — że za jej dobroć będę się..."

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 1 - strona 66
" dzieć godzin kilka po ogrodzie biegałem. Trutynując własne sentymenta, przekonałem się że panna Olędzka była w samej rzeczy pierwszą, osobą, do której' mnie serce pociągało. Wspomniałem sobie wprawdzie pannę Helenę Drohomirecką, Łowczankę z Turowa, dla której mi się było,..."

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 1 - strona 67
" silniejszym ranie ku niej zdawał się wiązać afektem. Widząc ją zapominałem o wszystkiem, nie widząc, o niej tylko myślałem, a w myślach tych' najsłodsze, chociaż tęskne, spędzałem godziny. A co więcej, z tamtą, gdym na nią patrzał, bodaj przez ogień szedłbym do kobierca, tu..."

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 1 - strona 68
" to szczęście przeznaczone, będę go miał, jeśli nie, ha, wszystko w mocy Bożej. Nadzieję mi uczyniła Podkomorzyc, a jeśli tak dobrze wyczyta w sercu panny Elżuni jak w mojem, to już połowa wygranej. Przypomniałem też sobie co mądry Seneka powiedział, że "futurum hodie nil habet..."

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 1 - strona 69
" co jak weźmie garść orzechów, a jak ściśnie — to słyszę powiada, że aż olej pocieknie! — a niech jego!... — Może być, odrzekłem. — Aj! ot-to — westchnął Szymek kiwając głową na boki, jak ja jemu proszę Pana zdejmował burkę teraz jak on przyjechał — to mnie ze..."

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 1 - strona 70
" o Olędzkich mowa; korzystałem jednak aby się o tym domu cośkolwiek dowiedzieć. Mówił mi tedy Szkliński dziwne o nich rzeczy, ale co mnie najbardziej zastanawiało że lubo ich chwalił, okazując się przyjacielem, skoro o każdym z osobna rozpowiadać począł, tom ja już zgoła nie..."

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 1 - strona 71
" kiem delikatnym cale jest inna. Co zaś do najmłodszego brata Ignacego tyle ze Szklińskiego wyrozumieć mogłem, iż to być musi człowiek i rozumniejszy od Stanisława i uczciwszy, ale serca miękkiego — starszemu bratu -we wszystkiem oddany, a nieraz nawet i przez jego oczy na świat..."

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 1 - strona 72
" nie miał za łaski i protekcyą. Księżnej Jejmości, podziękowawszy, dobijać się własnemi siłami tego szczęścia, które mi się zdawało w innej ukazywać stronie. Boć to rzecz pewna że, wie człowiek kiedy wyjeżdża, ale kiedy powróci zgadnąć nie może, i najlepszy zaś..."

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 1 - strona 73
" II.   Różnie losy ludźmi po świecie rzucają, a wszelako rad każdy, wedle możności: ad pristina praesepia, czyli jak mówią, na stare śmiecia powrócić. Boć to przeżywszy na jednem miejscu lat kilka, gdy się tam człek po długiem oddaleniu znajdzie to jakby do przeszłych..."

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 1 - strona 74
" odbytu nie było. Brakło mi tylko, jak pierwej przyjaciela mego Nielepca, który znajdował się przed tem ze mną. razem na Kodeńskim dworze; także qua colligat Księżnej Wojewodzicowej — bo matka jej Szembekówna z Nielepcówny się rodziła. Miał on już los ustalony, jeszcze bowiem w..."

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 1 - strona 75
" wiadomości o znajomych zasięgnąć nie mogłem. Gdyśmy się przeto w naszym wspólnym niegdyś pokoju na górze znaleźli, żem był zwłaszcza ciekawy o Olędzkich wiadomość mieć, a mimo przyjaźni nie chciałem się jakoś z memi sentymentami zdradzać, począłem go przeto z daleka o..."

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 1 - strona 76
" Szklińskiego, to to byk między nimi filadelfja wielka, a teraz, jak mówią, coś się z sobą powadzili. — A siostra? spytałem. — Siedzi, razem z braćmi w Okopach, jakaś. tam pono krewna przy niej bawi. — Nie wychodzi za mąż? — Oho! — zaśmiał się Nielepiec, nie tak to łatwo..."

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 1 - strona 77
" to wiadomo — Ignacy, nie znaczy tam nic — a Biskup lubo w nim pono i cnota i mądrość jest, ale też człowiek osobliwego autoramentu, a mieszka daleko. — Toś mi — rzekłem — nie ciekawe nowiny zwiastował. Nielepiec jako ma bystre oko, musiał mój frasunek na twarzy wyczytać. —..."

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 1 - strona 78
" to co się w niej znajdowało. Zebrali się wszyscy, a z przybyciem Nielepca byliśmy nawet, zgoła w dawnym, jak przed laty komplecie. Zauważał to JMPan Korycki. — No, Bogu Najwyższemu dzięki — zawołał — po tylu latach, zmianach, ewentach i tergiwersacyach jeszcześmy się razem..."

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 1 - strona 79
" dawnego czasu to była zabawka prawie, — dał przyjacielskie mundury, które teraz myszy i mole w magazynie gryzą, nawarzył kaszy i zrazów, miodu i piwa postawił i po wszystkiem — zrobiliśmy cośmy chcieli, jeszcze się człek naśmiał nieraz że go przez tydzień boki bolały. Ale..."

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 1 - strona 80
" — Oho-ho! ciągnął Marszałek. Ot, ten pan Gange co tu jezdzi z pudlem i każe sobie teraz po cztery konie zaprzęgać, a to przecie cała Łęczna się patrzała przeszłego roku na jarmarku, jak do nas szedł piechotą z żoną i z bachurem, a lamentu narobił, że mu wózek ukradli. I..."

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 1 - strona 81
" — Genialna myśl — potwierdził Korejwa — rzecz wiadoma że: vina bibunt homines, animalia caetera fontes. Tak przy lampce jednej i drugiej przegwarzyliśmy jeszcze dość długo, albo ze smutkiem dawniejsze wspominając czasy, lub z dzisiejszych cale niewesołych arcana futurorum..."

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 1 - strona 82
" żenia w imieniu ich homagialnej przysięgi, o co rąz wraz nalegał książe Repnin, na onczas przy królu w Grodnie siedzący. O ile zaś księżna Jejmość, jak się później okazało, w wysłaniu mnie, swoje miała widoki, o tyle dla mnie podróż ta wielką przedstawiała subiekcyą...."

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 1 - strona 83
" Bryczka tymczasem już się przed dom zatoczyła, powitano nas serdecznie. Ignacy prezentował mnie JMPaństwu Darowskim i pannie, których nieznałem, jako na Podolu w Łatyczewskim powiecie zamieszkałych. Stary Łowczy Drohomirecki, przez lat cztery com go niewidział, z pozoru zmienił się..."

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 1 - strona 84
" Pragę i Wiedeń gdzie właśnie księcia Marszałka Kazimierza Sapiehę, pryncypała mego zostawiłem; O zagraniczne kraje a ministrów naszych lub senatorów, których tam spotykałem, co od nich słyszeć mogłem i jakie widzą oni koniunktury polityczne. Trudno mi było zaiste, na tak wiele..."

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 1 - strona 85
" wił. Noc to była majowa, ciemna, cicha, a gwiaździsta, zapach ziół, kwiatów i krzewów napełniał powietrze — dziedziniec z dwóch boków ciemne zamykały drzewa, z przodu zaś u stóp jego, jakgdyby nieskończona jakaś otwierała się przestrzeń — czy niebo było jeziorem, a..."

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 1 - strona 86
" i drugie i trzecie i inne jeszcze czerwonawe migącą blaski, suną" zda się wyraźnie pomiędzy gwiazdami — lecz gwiazdy te złudnie tylko w wodach jeziora odbite, a płomyki — na łodziach rybaków, którzy się na połów wybrali z poświtem. Długom się tym wspaniałym cieszył..."

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 1 - strona 87
" łem głowę mając czem innem zaprzątnioną; słuchałem co mówili inni, a i to, jednem uchem weszło a drugiem wylatywało. Uważała to zapewne młoda gospodyni, a jaką niewiasta żwawa i wesoła wielce, wymyślała cudne sprawy żeby mnie animować. A wiedzieć trzeba, że była przytem..."

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 1 - strona 88
" sędkowa raz w raz jakieś wydawała akklamacye, co nas bardziej jeszcze bawiło i wesołość podbudzało powszechną. Z owych tedy figlów, gdyśmy już zaledwie nie dalej jak na pół staja od brzegu byli, JMPanna Bogumiła na ławce obok mnie siedząc, a śmieszki z JMPanią Nielepcową..."

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 1 - strona 89
" przecież śmiejąc się w większej części wypiła, uciekając co rychlej; dopełnił go więc Podsędek Darowski i rzekł zwracając się do mnie. — No — teraz zdrowie Waszmości, żeś nam Pannę uratował. A wypiwszy duszkiem i dłonią, gębę otarłszy dodał; — Choć - to..."

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 1 - strona 90
" tylko i sapała siedząc, a pot z twarzy wielką ocierała chustką. — Ach! — westchnęła jeszcze — ot! jak Pana Boga kocham, ot nieszczęście! — Jakie nieszczęście? zawołał śmiejąc się JMPan Darowski — skąpała się dziewczyna i tyle. — Tak, tak — mówiła kiwnąwszy..."

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 1 - strona 91
" Zaczęto nalegać żeby panna Surynówna przyszła, bo już i wieczerzę dawano, a wszyscy prócz Pani Podsędkowej — która, to sukni, to trzewików, to innych części ubioru odżałować nie mogła — wielce byli rozochoceni. Wyszła więc niebawem panna Bogumiła wzruszona nieco, z..."

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 1 - strona 92
" frasowany i sam sobie czyniąc mojej płochości wyrzuty, wybiegłem nad jezioro raniuchno dla uspokojenia się i zebrania rozpierzchłych myśli. Stała w oczach moich żywo tak piękna i wielce dla mnie uprzejma panna Bogumiła, — pamięć zaś mimo różnych w życiu ewentów, przez lat..."

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 1 - strona 93
" dział jak daleko zaszedłem — to mię gryzło najgorzej; pocieszałem się tem jedynie, że choćbym się był i w jaki kompliment zapędził, wino mi właśnie za eksplikacyą posłużyć mogło. - Kiedym tak w zamyśleniu powracał do domu spostrzegłem, oczy raptem podniósłszy, prawie tu..."

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 1 - strona 94
" — Wątpię — odrzekłem — bo ja dziś odjechać muszę. — Dzisiaj?! spytały obie panie. — Dzisiaj koniecznie. — Nic z tego nie będzie — zawołała żywo pani Nielepcowa, musisz z nami choć parę dni jeszcze pozostać; pojutrze i wujostwo z Bogunią, odjeżdżają, to już..."

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 1 - strona 95
" Podziękowałem za troskliwość. — Wybawiłeś nas Waszmość — ciągnęła dalej — od wielkiego nieszczęścia, jak Pana Boga kocham, — a oglądając się, żeśmy sami zostali, bo panie odeszły, dodała dobrodusznie — już to żeby tak kogo, jak sobie chce, ale Bogunię, jak Pana..."

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 1 - strona 96
" — I wszyscy żonaci ? — Wszyscy Mościa Dobrodziejko. — A to panu wstyd — mówiła uśmiechając się pani Podsędkowa — młodsi bracia żonaci a Waćpan w kawalerskim stanie, jak Pana Boga kocham, wstyd. Trzeba się żenić, czy to nie ma panien i urodziwych i bogatych, co tylko na..."

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 1 - strona 97
" się dziś poznają, a przypadną sobie do smaku, to, jak Pana Boga kocham, do jutra mogą już gruchać jak gołąbki, a jak panna bogata a ludzie dopomogą, to i pieniędzy nietrzeba. W tej chwili w sieni dała się słyszeć głośna rozmowa i weszli JMPP. Darowski, Maleszewski, stary Łowczy..."

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 1 - strona 98
" ności panny Bogumiły nad własnem sercem panowanie tracić zaczynałem, co lubo jeszcze nie zdawało mi się żadnym afektem — już mię wszelako pozbawiało pokoju. Zaledwiem się jednak, rad z tej samotności, nieco uspokajać począł, zjawił się Nielepiec. — Cóż ty od nas..."

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 1 - strona 99
" w głowę wlazła — i tam ciągniesz, ale z tego nie będzie nic, kłopotu tylko sobie napytasz. . — Jakiego kłopotu? — Bo panny niedostaniesz. — A cóż to? ja mam być gorszym od drugich — spytałem. — Możeś i lepszy — mówił: Nielepiec — ale to zgoła nic nie pomoże, bo i..."

Chełmianie : opowiadanie z lat 1792-1796 cz. 1 - strona 100
" — Co? — Słuchaj — mówił — spodziewam się, że o mojej dla ciebie prawdziwej przychylności nie wątpisz? — Niepotrzebnie to mówisz — odrzekłem, ściskając go za rękę — wybacz mi mój zły humor, jestem jakoś teraz wzburzony, niedyspozyt, a serce moje znasz przecie. —..."