Charitas cz. 3
Żeromski Stefan
Charitas cz. 3 - strona 1
" uzyskał przepustkę, opatrzoną licznymi pieczęciami, na przejazd w kierunku Lwowa. Wyruszył też niezwłocznie. CZĘŚĆ CZWARTA Po wielu dniach i licznych przygodach dostawszy się do Lwowa pan Granowski wynajął mieszkanie umeblowane, opuszczone przez rodzinę, która "uszła" do..."
Charitas cz. 3 - strona 2
" nadobny fiołek albo przezornie barwiła się cała ich wiązanka. Jednakże serca tych aniołów stróżów Szczedrynowskich, czuwających nad cichością snów niewinnych dziewczątek, nie były kamienne i nieczułe na szelest b u m a ż e k. Temu "sinieńkaja" a tamtemu "krasnieńkaja"..."
Charitas cz. 3 - strona 3
" - Ten, co mi żebra piłował. Przecie niedługo trzeba będzie chodzić i niedaleko iść... Więc o to tylko, żeby można twardym krokiem dojść pod p i e r e k ł a d i n k ę. - Nie myśl no, dziecko, o tym! - A o czymże mam myśleć? - zapytał Jasiołd pogodnie i spokojnie. Podniósł..."
Charitas cz. 3 - strona 4
" wspomnieniu plan "pięknej zbrodni", nadbudowa, piętro, tajemnicza wyżka kształtowania tej duszy przez ludzi. Pan Granowski zakrył twarz rękami. Podźwignął się nagle, żeby wyznać! Twarzą upaść na ziemię przy tym łożu i wyznać! Opuścił drżące ręce i miał zacząć. Ale..."
Charitas cz. 3 - strona 5
" - Spełń to, co ci mówiłem! Spełnisz? - Nie. - Zaklinam cię na imię matki! - Jeżeli pan po to do mnie przyszedł, żeby mię matką straszyć i nią mi serce łamać... Mnie serce z piersi ucieka... A on mi matkę wypomina! Daj mi pan jakiego wina albo jakiej mocnej trucizny, jakiej..."
Charitas cz. 3 - strona 6
" Granowski pojechał do szpitala niezwłocznie. Nie stawiano mu już teraz trudności i od razu mógł wejść do owej szpitalnej celki. Zwłoki Włodzia Jasiołda były już ubrane w legionową kurtkę, spodnie i buty. Białe jego ręce leżały złożone na piersiach. Nikt mu z żandarmów..."
Charitas cz. 3 - strona 7
" - Czuję się w obowiązku podziękowania w imieniu swoim i w imieniu matki zmarłego. Doktór patrzył w oczy rozmówcy wzrokiem bardzo twardym, spokojnie głuchym. Rzekł z obojętnością: - Spełniłem obowiązek zawodu i urzędu. - Obowiązek zawodu i urzędu... - powtórzył pan Granowski..."
Charitas cz. 3 - strona 8
" Stary jegomość ujął doktora za łokieć i przyprowadził go do zwłok. Obadwaj długo patrzyli w źrenice zmarłego - na prześliczny, wyostrzony zarys nosa, na piękne, niemal dziecięce usteczka, przez których rozchylenie ludzkość zdawała się śpiewać straszliwy hymn. Doktór..."
Charitas cz. 3 - strona 9
" nic a nic nie znaczy. Doktór niemal siłą wytaszczył pana Granowskiego na schody. Stamtąd już prosty żandarm sprowadził go na bruk ulicy. W ciągu całej zimy pan Granowski czynił najstaranniejsze poszukiwania rodziców dziecka, którym się był zaopiekował. Zwracał się z żądaniem..."
Charitas cz. 3 - strona 10
" Zaszedł w niej przewrót równie radykalny i gwałtowny. Jak się to stało, niepodobna w paru słowach wyjaśnić. Coś zachwiało się, pękło i runęło w gruzy. Widok poniszczonych zagród chłopskich szczególnie oddziaływał na wyobraźnię obserwatora. Nie była to litość ani..."
Charitas cz. 3 - strona 11
" państwo komunalne, prowadzone i zarządzane przez agronomów i techników, świadomych pracy na roli. Pan Granowski pamiętał śmiechy, które ścigały hrabiego Bodzantę, nienawiść, która towarzyszyła jego krokom za życia na świecie, i ruinę ideału po jego śmierci. Jednakże..."
Charitas cz. 3 - strona 12
" możliwego ideału. Im bardziej stary majster nurzał się teraz w interesach karkołomnych, ryzykownych i niebezpiecznych, im większe sumy wydzierał z ziemi zajętej przez armie rosyjskie, tym bogatszym czuł się na duchu i bliższym swych dzieci. Wstręt w nim budził strwożony galicyjski..."
Charitas cz. 3 - strona 13
" placu. Peregrynant postanowił teraz kierować pod nich swe kroki. Powolna droga ku zachodowi, w stronę Krakowa, trwała parę miesięcy. Przesunięcie linii wojsk niemiecko-austriackich ku wschodowi nakryło milionera w Jaśle. Od kilku tygodni mieszkał skromnie w hoteliku żydowskim,..."
Charitas cz. 3 - strona 14
" uśmiechach, w szeptach, spojrzeniach, niemych pieszczotach dziecięcych, jak za najdawniejszych lat, w pieszczotach ojcowskich, które zawierają w sobie nigdy nie gasnącą, bezdenną, wszystkę miłość. Każdy przydrożny kwiat, kształt pięknego drzewa, barwa dalekich lasów, szemranie..."
Charitas cz. 3 - strona 15
" Wytrawny kapitalista zajął się teraz szczegółowym badaniem owego fantastycznego testamentu. Ileż to razy ośmieszył go był w myślach swych - a oto teraz wpatrywał się w każdą kreskę i znak, w każdą plamę i ślad wylanej łzy. Usiłował zrozumieć, kogo oznaczają poszczególne..."
Charitas cz. 3 - strona 16
" i ogłoszone drukiem przez miarodajnych publicystów. W wiadomościach tych stało czarno na białym, że pan Granowski, były członek Enkaenu, zdradził sprawę, przeszedł na stronę dziedzicznego wroga i służył mu z całą gorliwością. Milioner pokiwał głową i uśmiechnął się..."
Charitas cz. 3 - strona 17
" Zapisodawca zdawał się czytać myśli prawnika. Milczał patrząc na jego twarz. Ażeby lepiej widzieć tę twarz krakowską, wrzucił niezrównanym ruchem monokl między kości policzka i czoła. Patrzał z wytworną nonszalancją, z grzecznym spokojem prawdziwego gentelmana - nie wiadomo -..."
Charitas cz. 3 - strona 18
" tam został, gdzie byli w lecie, na Węgrzech, że Staś jest zdrów, pan to samo, pani to samo, a w tych Węgrach takie przecie straszne gorąco, że jej-jej! - w polach mak sieją, wino nazywa się bör, piwo sor, wódka palinka, a dobry wieczór, to się mówi: jonapot, a proszę pięknie -..."
Charitas cz. 3 - strona 19
" - Widziałem jego zwłoki. Byłem na pogrzebie. - Gdzie umarł? - W szpitalu więziennym. - Leżał umarły? - Leżał umarły. Pani Celina ociężale wstała ze swego miejsca i, przeprosiwszy gościa za chwilową swoją nieobecność, wyszła do sąsiedniego pokoju. Tam zaczęła chodzić z..."
Charitas cz. 3 - strona 20
" się, że boleść w niej ustała. Pan Granowski milczał rozmyślając sekretnie, że wypada już iść do domu, nakarmić przed nocą małą Zosię, wykonać to i owo. Wtem pani Śnicowa ujęła go za rękę i zaczęła prędko mówić, sapiąc, stękając i raz w raz wydając jęk głęboki...."
Charitas cz. 3 - strona 21
" w głowach, jak ją chłopi wieźli na bigach do miasta. Rankiem się w lasku zaczajał, szedł cichaczem z tyłu za wozem, podkradał, rzucał w rów, a potem pod peleryną przynosił do domu, bo to wszystko przecie dla mnie, dla współmałżonki. - Ano, to go tłumaczy: dla rodziny... - Ja..."
Charitas cz. 3 - strona 22
" krwi, które ze skał Trydentu spływają wciąż do bystrych rzek i do czarodziejskiego ich morza. To tak mówił tamten. Ale komendant. Niechże spróbują, co znaczy z nami zaczynać! - Ciekawe... - mruknął pan Granowski. - Tak bym rad zobaczyć się teraz z małżonkiem pani. Bo mam..."
Charitas cz. 3 - strona 23
" - Tego dokładnie nikt nie wie. Ale to, panie, da się poznać, a raczej słyszeć. Po ludzkim drżeniu, po cichych szeptach... - Trzeba tedy będzie wsłuchiwać się, gdzie szepcą... - westchnął pan Granowski w zamyśleniu. - A Włodzio Jasiołd leży w głębokiej ziemi zakopany! -..."
Charitas cz. 3 - strona 24
" napełniał kabzę i żołądek. Sierotka Zosia znalazła się w środowisku nafciarskim, wśród tego waru i gwałtu. Nie było tam dla niej odpowiedniej opieki. Nie było nawet komu jej powierzyć na czas wyjazdu "dziadunia". Toteż opiekun częstokroć brał ją ze sobą w drogę. Liczył..."
Charitas cz. 3 - strona 25
" - Business. Służę wojnie na równi z panami. - Wiem, wiem! - zawołał Śnica. - Wiem, że pan popiera wojnę, gdzie się tylko da. Gdzie się tylko da... - powtórzył z naciskiem. - Á propos, już bardzo dawno chciałem zapytać: pan jest austriackim poddanym? - Tak jest. Przyjąłem..."
Charitas cz. 3 - strona 26
" uczciwa dziewczyna? - Nie. Zrobił to jej brat, Cesare. Na jej rozkaz... - To znaczy na pański rozkaz? - Coś w tym rodzaju. - Teraz nareszcie wszystko rozumiem. Ale skoro pan już taki łaskaw, śmiem prosić go, jako posła do mnie od mej zmarłej córki, czyby mi pan nie mógł..."
Charitas cz. 3 - strona 27
" - To i ja wiem. Lecz to S? - Nie przypominam sobie dokładnie, lecz mam zanotowane. Na pewno mam to zanotowane! Pan Granowski ze zniechęceniem machnął ręką. Kapitan Śnica raptownie złożył papier i zatrzymał go w ręku. Odwrócił się do swego gościa i rzekł wesoło: - To są,..."
Charitas cz. 3 - strona 28
" rzymskokatolickich czy tam greckokatolickich, napływających ze wszystkich kątów i zaułków. Dalibyśmy sobie z tym rady! - Pan mnie chce bronić? - Chcę. Jestem gotów. Gotów jestem... - mówił szeptem - zniszczyć te żydowskie i katolickie denuncjacje, usunąć w kąt dokumenty..."
Charitas cz. 3 - strona 29
" widzieć, wprawił w oko monokl. Myśli ociężałe wlokły się poprzez jego czaszkę ni to obłoki martwe w ten jesienny, nocny czas przez ciemne niebo. Oto już załatwione, załatwione wszystko. Prawie wszystko. Dożył chwili tryumfu. Wygładził i wyprostował ścieżkę życia. Mężnie..."
Charitas cz. 3 - strona 30
" wonne! Ponieważ z tych pieniędzy, ze spadku po Ryszardzie Nienaskim, na utrzymanie pańskie i jego rodziny wydałem dość pokaźną sumę, należy teraz zwrócić te pieniądze, wlać i ten grosz do ogólnego kapitału, który jest potrzebny na kreowanie instytucji wymienionych w tym..."
Charitas cz. 3 - strona 31
" Wściekłem się wtedy. Mnie nie może pokonać byle przygoda, los, splot wypadków, bieg rzeczy. Ja los mój urabiam własnymi rękami. - Wiem, wykradając wino, owoce i kapustę... - Jeżeli ktoś zabiera to, co jest moje, wchodzi mi w drogę, gruchocę go na miazgę. - Nie wiedziałem. Ale..."
Charitas cz. 3 - strona 32
" duży, duży - mały! duży, duży - mały, mały, mały, mały, mały - duży! - mały, mały!... Już przeleciał! Teraz już jedziemy, już jedziemy, już jedziemy, już jedziemy, już jedziemy, już jedziemy. I ja też, i ja też, i ja też, i ja też, i ja też! Jak w nocy woła "mała..."
Charitas cz. 3 - strona 33
" - Nem tudom. - To miasto nazywa się Nemtudom... - uświadomił dziadunio ciekawą Zosię. - A daleko tak będziemy szli do śniadania w tym Nemtudomie? - E, niedaleko! Ten pan kapral zaraz nas przyprowadzi i będziemy pili przepyszną kawę z bułeczkami. Jednakże dosyć daleko trzeba było..."
Charitas cz. 3 - strona 34
" wałęsała się ponuro po zakurzonej szybie - i doznała niejakiej pociechy. Zbliżyła się do okna i zaczęła czatować na muchę. Nastawiała małą rączkę jak wklęsły kancerek i prowadziła ją ostrożnie po szybie. Ale mucha, aczkolwiek była już w wieku sędziwym i wysoce osłabiona..."
Charitas cz. 3 - strona 35
" nie wszystko rozumiał, gdyż dość słabo władał językiem niemieckim. Wtedy wszystko, słowo w słowo, tłumaczył na język polski oficer siedzący z boku - wygolony i wyświeżony, czysty i przesadnie elegancki, z twarzą świadczącą o semickim pochodzeniu. Ten miał wyraz oblicza..."
Charitas cz. 3 - strona 36
" nieopisanego, strasznego bicia serca. Zdawało mu się pierwszy raz w życiu, że zemdleje. Przypomniała mu się dziwnym zbiegiem wyobrażeń ta mucha, którą Zosia schwytać usiłowała. Wróciła smutna, senna myśl, którą wtedy usiłował odtrącić od siebie: "Ta mucha jesienna może..."
Charitas cz. 3 - strona 37
" Łzy wzniosłe zaćmiły oczy: "Bóg zapłać, Włodziu, żeś nauczył! Bóg zapłać, żeś nie opuścił! Za ciebie, dziecko!" Pan Granowski wyprostował się jak struna, przybrał wspaniałą postawę, wrzucił monokl w oko, żeby się nie potknął na drodze, i poszedł za sołdatem. Ten go..."
Charitas cz. 3 - strona 38
" do roboty. Myszka pomocnica dzwoni po nocy cichym dzwoneczkiem, a straszny niedźwiedź ciska z pieca ciężkimi polanami. Polano tu, polano tam! Buch! Chybił - cha-cha! Właśnie w tej norze piwnicznej, pełnej błota i czarnej sadzy, dokąd po resztce schodów zstąpiła, siedzi niedźwiedź..."
Charitas cz. 3 - strona 39
" przyrzekał kawę... Kształt domu z dachem, drzwiami i szybami narzucał się oczom. Nie był ruiną i przyciągał do siebie obrazem życia. Dziecko pobiegło cwałem i okrążyło dom chytrze, ażeby zza węgła trafić na drzwi, przez które się wyśliznęło. Stanąwszy przy schodkach..."
Charitas cz. 3 - strona 40
" drugą. Oczy bielmem zaszły. Strach przebił serce. Pognał z miejsca. Uciekała jak mały psiak na widok stada wilków. Gnała chyłkiem między gruzami, brzegiem rzeki. Wybiegła z mieściny i uszła w pole. Raz w raz oglądając się poza siebie, wąchając powietrze, czy już nie czuć..."