Cham cz. 2
Orzeszkowa Eliza
Cham cz. 2 - strona 1
" od drugiej, bo nie tylko coraz głośniej i coraz prędzej mówić zaczęła, ale przy wspomnieniu o maleńkich szelmeczkach, Tadeuszu i Hanulce, wesoło sobie zachichotała. Przy tym do płonącej trzaski przytknąwszy drugą, trzecią i czwartą, cały już pęk płomiennych języków w pusty..."
Cham cz. 2 - strona 2
" — Mnież wydało się, że to ona przed piecem stoi i ogień roznieca... Zapalone trzaski z rąk Awdoci wyrwał, na glinianą podłogę rzucił, stopami zagasił. Ciemność znowu izbę zaległa, a wśród niej przez długą chwilę rysowała się ciemniejsza od niej postać stojącej przed..."
Cham cz. 2 - strona 3
" — Czy ty, Pauluk, sam siebie durzysz, czy ludzi okpiwać chcesz? Na co takie gadanie przydało się, kiedy wszyscy wiedzą, że ona do nijakiej familii nie poszła, ale od ciebie w świat uciekła. Z lokajem tych panów, co latem w pałacu mieszkali, uciekła. Jaż sama nie raz i..."
Cham cz. 2 - strona 4
" familii i do familii poszła! Myślisz, że ludzi zdurzysz, a sam durny! Tut i dziecko wszelakie wie, jaka to familia... Umilkła i zapewne z chciwą ciekawością oczekiwała, co też on teraz jej powie, kiedy już przekonał się, że ona o wszystkim wie i wszyscy wiedzą. Pewno Frankę..."
Cham cz. 2 - strona 5
" że ledwie garść przy sobie utrzymałem... ale bałem się — mówi — boby do policji zaprowadzili..." Znowu przestała mówić, do najwyższego już stopnia ciekawa, jakie wrażenie sprawi na Pawle wiadomość Maksyma. Teraz to już pewnie przeklinać i ostatnimi słowami łajać ją..."
Cham cz. 2 - strona 6
" świnie chorować zaczęły i pewno też wyzdychają... Albo u Szymona Mikuły... to już bieda! syn jego, Jasiuk, rozbójnikiem zrobił się i już go raz na Sybir byli wysłali, a teraz drugi raz za to, że stamtąd uciekł, na Sybir i na piętnie sądzić będą. Ot prawdziwa bieda! Gdyby..."
Cham cz. 2 - strona 7
" i żadne żale głośno wymówioną skargą nie splamią. Serce nóż zatopiony w sobie czuć może, ale usta nie otworzą się dla wydania słowa oskarżenia, bo nad wszystkie bóle większy żal ich zdejmuje nad tym, na kogo paść ma to słowo. Choćby mu od tego oskarżenia włos nie spadł..."
Cham cz. 2 - strona 8
" przez modlitwę i napomnienia czorta odpędzał; a drugie: że kiedy już jej pustotę zobaczył i tego lokaja domyślił się, z chaty wychodzić nie przestał. Trzeba było więcej ją napominać i lepiej pilnować... z oczu nie spuszczać... to by i nie przepadła, a tak przeze mnie ona..."
Cham cz. 2 - strona 9
" pod ścianą zasnęła. Spała cicho jak dziecko, oddechu jej nawet słychać nie było. W zamian do izby nieprzeniknioną czarnością i ciszą bezdenną napełnionej wyraźnie dochodziły kwilenia i szlochania sów i puszczyków. Kwiliły one i szlochały w sosnach nad mogiłami, a tuż za..."
Cham cz. 2 - strona 10
" Ku glinianej podłodze nachylony, z pilnym poruszaniem ramion coś lepił czy miesił. Zerwawszy się z ławki pobiegła i zobaczyła, że istotnie mieszał on mokrą glinę z mnóstwem nałowionych w lesie nadrzecznych motylków, j a c i c ą zwanych, li lepił z niej wielkie, żółte kule...."
Cham cz. 2 - strona 11
" — Nie ma za co, nie ma za co! ot, i chwała Bogu, że tobie, Pauluk, rozum do głowy powrócił... Kiedy wyszedł, wybiegła także z chaty i chwilę patrzała, jak z góry ku rzece schodził. Bose jej stopy prawie do kostek pogrążone były w błocie, a ręka, prawie jak to błoto ciemna,..."
Cham cz. 2 - strona 12
" Pracował też tak samo jak dawniej, nawet więcej niż dawniej, bo i na rzece, i gdy rzeka znajdowała się w niepomyślnym dla rybołówstwa stanie, w polu i około chaty. Własnego pola nie miał, ale pierwszego zaraz dnia, gdy silny wicher i gwałtowne na Niemnie fale wszelką nadzieję..."
Cham cz. 2 - strona 13
" Pod laskiem, na tle ogólnej szarzyzny świata czerniejącym, albo u skraju jednej z drożyn spostrzegał drobny punkt ruchomy, wlepiał w niego zaniepokojone oczy i po najbliższej miedzy krokiem szerokim na spotkanie jego iść zaczynał. Niebawem spostrzegał, że był to jednokonny wózek,..."
Cham cz. 2 - strona 14
" przy których jednak przez całe życie zwykł był bezpiecznie pracować albo spokojnie usypiać, teraz go przestraszały. Garnek i resztki chleba ze stołu na piec przeniósłszy, z brodą ujętą w palce stanął i znowu w zamyśleniu głębokim na czarność okno zalegającą patrzał i..."
Cham cz. 2 - strona 15
" się w robocie, że aż głośne jego sapanie napełniało olszę izby, nagle głowę podniósł i przybrał postawę człowieka z wytężeniem czegoś słuchającego. To tylko żółty, kudłaty Kurta na Koźlukowym podwórku zaszczekał. Ale na kogo w tej spóźnionej porze mógł on..."
Cham cz. 2 - strona 16
" cofnął się z progu i teraz u ściany pod deszczem z okapu ciekącym pokornie, żałośnie stoi? Lampkę na ziemi postawił, przed chatę wyszedł i krokiem powolnym, ze wzrokiem w ciemność wytężonym, dokoła ją obszedł. Przeszedł nawet wzdłuż płotków ogrodu i dziedzińca, znad..."
Cham cz. 2 - strona 17
" mokre i ciemnością pokryte pola wyglądać ona musiała jak zapłakane, drobne światełko. Z bliska dostrzegali je parobcy i dziewczęta do Koźluków na wieczernice idący, ale uwagi na nie wcale nie zwracali. Losy Pawła przestały zajmować wszystkich, odkąd stał się znowu spokojnym i..."
Cham cz. 2 - strona 18
" jak? Oprócz niego samego, myszy, które coraz śmielej a częściej pod ścianami przebiegały, i starego Kurty, który niekiedy w żółty i błotnisty kłąb zwinięty u stóp jego parę nocnych godzin w cieple przesypiał — nie wiedział nikt. Było to tak. Przy schyłku dnia grudniowego..."
Cham cz. 2 - strona 19
" jakimś utkwił. Przedmiotem tym była książka w zrudziałej i spłowiałymi pozłoceniami przyozdobionej oprawie. Leżała ona pomiędzy lampką i samowarkiem w tym samym miejscu, na którym ją był położył wtedy, gdy Franka po raz ostatni z kościoła do chaty jego powróciła. Więcej..."
Cham cz. 2 - strona 20
" niej — i koniec. Ospałym także nie był. Żeby choć Awdo c ia przyszła! Ale nie przychodzi. Wnuki jej podobno pochorowały. Teraz na książkę wypadkiem spojrzawszy, wstał i ku szafce poszedł. Gdy przez izbę szedł, pomimo pięknego swego wzrostu, w kożuchu i wojłokowych workach..."
Cham cz. 2 - strona 21
" Upłynął najmniej kwadrans, zanim te dziesięć liter w dwa te wyrazy złożył, ale podobały się mu one bardzo. Więc zaczął dalej: — C-z-y — czy, l-i — li, czy-li... W taki sposób cały napis pierwszą stronię okrywający przeczytał aż do umieszczonego na samym jej dole roku..."
Cham cz. 2 - strona 22
" zajęło mu cały wieczór zimo-wy. Pamiętał, że przy ostatnich światłach dziennych książkę otworzył, lecz wcale nie pamiętał, jak i kiedy lampkę zapalił. Uczynić to musiał całkiem bezwiednie, utopiony w myśleniu o tym, jak złożyć znajdującą się w tytule a nadzwyczajnie..."
Cham cz. 2 - strona 23
" Teraz próbować zaczynał sam po wierzchu czytać i przy tej stokroć zwięk-szonej pracy znalazła go Awdocia. Dwoje wnuków jej wyzdrowiało, jeden umarł; przyszła kuma odwiedzić. Trochę z nią o umarłym wnuczku i najmłodszym synie, którego świeżo do wojska wzięto, porozmawiawszy i..."
Cham cz. 2 - strona 24
" Paweł czytał następnie o dwojakiej łasce boskiej, poświęcającej i przechodniej, Awdocia głośno westchnęła i coraz częściej, głośniej, przeciąglej wzdychała, aż gdy niezmiernie powoli przeczytał: „Zwy-czaj-ny-mi i naj-ob-fit-s-z-y, szy, mi — najobfitszymi ka-na-ła-mi łask..."
Cham cz. 2 - strona 25
" po śmierci Tadeuszka jeszcze jej dwoje wnuków zostało. Kobieta w siermiędze i szarej płachcie w grube fałdy dokoła głowy zawiązanej stopniowo cichła, nieruchomiała i znowu do kamiennej figurki stawała się podobną. Na koniec, po raz ostatni nos połą siermięgi utarłszy, patrząc..."
Cham cz. 2 - strona 26
" mam. Do siebie pretensję mam, nie do niej. Inaczej widać trzeba mnie było z nią postępować... — A toż! inaczej, pewno, że inaczej... — z zapałem zaszeptała Awdocia. — Panowanie jej dałeś... do pracy nie naganiałeś... w pościeli jak ta świnia w barłogu wylegiwała się......"
Cham cz. 2 - strona 27
" IV Jednak gdy od zniknięcia Franki trzecia już zima upływała, powszechnym i od dawna utrwalonym zdaniem było, że Paweł o niej zupełnie zapomniał. W ostatnich czasach nawet poweselał. Nie w tym znaczeniu poweselał, aby w hulankach udział brał albo kiedykolwiek głośnym śmiechem..."
Cham cz. 2 - strona 28
" które, gdy słońce świeciło, usiewały rzekę okruchami złota i tęcz. Niekiedy piasek i żwir z nadbrzeżnej ściany osypywał się z monotonnym i długim szelestem nawałnicy albo ze stoku góry przez wodę poderwany z wielkim hukiem i pluskiem staczał się i do rzeki wpadał ciężki..."
Cham cz. 2 - strona 29
" Teraz Ulana, niemowlę, w ciepłą chustkę owinięte na pościeli brata złożywszy, ogień roznieciła i zgotowała strawę, którą potem Paweł i Daniłko razem jedli. Przed ogniem stojąc, ta silna, zdrowa, hoża kobieta mówiła ciągle: to o nowych deskach, których Filip do wyreperowania..."
Cham cz. 2 - strona 30
" — Dziewier! chodźcie, pomóżcie! zmiłujcie się, pomóżcie! — A trzeci s z o s t jest? — donośnie zapytał Paweł. — Jest! jest! — odkrzyknął Filip. Paweł czapkę na głowę włożył i tak jak był, w krótkiej siermiędze i wysokich butach, poszedł szwagrowi na promie..."
Cham cz. 2 - strona 31
" Były też tam czerwone serca złotymi strzałami poprzebijane i żółte kupidyny ze świecącymi skrzydłami. U spodu lub dokoła tych wyobrażeń znajdowały się grube napisy wyrażające imiona i nazwiska kawalerów, od których dary te pochodziły, oraz datę ofiarowania ich France. Ale..."
Cham cz. 2 - strona 32
" I czytał dalej: — Ona bo... bo-w-i-e-m — bowiem jest bramą niebie-ską... Westchnął. — Oj, żeby to człowiek po śmierci tej bramy niebieskiej dostąpił... Oczy znad książki podniósł; usłyszał, że w sieniach drzwi od podwórza skrzypnęły. — Pewno Awdocia... —..."
Cham cz. 2 - strona 33
" całkiem prawie zawiniętą w grubą, podartą chustę. Kiedy już blade światło palącej się na stole lampki na nią spłynęło, ona niema i z opuszczonymi rękoma zatrzymała się u drzwi; on ramię jej puścił i z wlepionym w nią wzrokiem, głosem takim, jakby czkawka go porywała,..."
Cham cz. 2 - strona 34
" czarności wyglądała twarz drobna, żółta, zmartwiona, sterana, z cieniem długich, spuszczonych rzęs na drgających i chudych policzkach. Paweł ze zwieszonymi ramionami i silnie splecionymi rękami stał przed nią i jak w tęczę w nią patrzał. — Taki powróciła... — mówił —..."
Cham cz. 2 - strona 35
" Ona nie ruszając się z miejsca trzęsła się teraz jak w febrze i jak nieprzytomna mówiła: — Oj, co ja zrobię? co ja zrobię? co z tego będzie? Kiedy po ciemku pójdziesz, to nastąpisz i zadusisz, a kiedy ze światłem pójdziesz... to zobaczysz i mnie zaraz wypędzisz... Co mnie tu..."
Cham cz. 2 - strona 36
" nadawały mu pozór posępny i surowy. Garnek z krupnikiem do ognia przystawił, w małym imbryku herbatę zgotował i bochem chleba razem z dużym nożem na stole położył. — Chodź jeść! Od kwadransa było to pierwsze słowo, które wymówił, a wymawiał je nie patrząc na Frankę. Ona,..."
Cham cz. 2 - strona 37
" — Czegóż stoisz jak słup? — tym samym co wprzódy szorstkim głosem ozwał się Paweł. — Przynieś jego tu i nakarm. Słyszysz? nu! Jak automat posłuszna wzięła dziecię na ręce i ku stołowi je niosła. Kilkanaście miesięcy przynajmniej mieć musiało, skoro już mówiło i..."
Cham cz. 2 - strona 38
" — Batka! Bat-ka! Bat-ka! A w tejże chwili ujrzawszy parę kawałków cukru, które Paweł przy szklance położył, jeszcze głośniej wołać zaczęło: — Aj! aj! Ciu-kiel! Ciu-kiel! aj, aj, aj! Ciu-kiel! Całą minutę może albo i więcej, w milczącej izbie, naprzeciw okna zawieszonego..."
Cham cz. 2 - strona 39
" Głowę schyla-jąc na ramię matki i powieki mrużąc raz jeszcze jednak, cichutko już zaszczebiotało: — Ciu-klu! daj... daj... daj... I długie, tak jak u Franki, rzęsy opadły mu na chude policzki, usta zaś do bladego listka róży podobne zamknęły się z cichym uśmiechem. Franka nie..."
Cham cz. 2 - strona 40
" Wszak to małe stworzenie, które jak ptaszę nie mające gniazda niespodzianie do jego chaty spadło, nie uwiadomiło go o niczym, o czym by on i przedtem dobrze nie wiedział. Tak, ale świadomość tę ono w żywe kształty przyoblekło, w niezbity dowód zaopatrzyło; było ostrzem, które..."
Cham cz. 2 - strona 41
" czarnych, nie pogładzi, tego jej śmiechu głośnego, długiego, który nad życie lubił, nie posłyszy. Z głuchym łkaniem tym razem połączony w ciemności rozległ się szept: — Nie mahu, oj, Bożeż mój, Boże, za nisz to n i e m a h u! I jeszcze: — Co mnie tu robić? Boże mój..."
Cham cz. 2 - strona 42
" fałdami na czole, wlepiał w nią dziwne, bo wilgotne, chciwe a razem ponure wejrzenie. Nagle po omglonym i posępnymi cieniami nalanym błękicie jego źrenic przemknął nieledwie wesoły promień, a na zwarte, surowe usta spadł słaby, ale łagodny uśmiech. Jaskrawo czerwony punkcik,..."
Cham cz. 2 - strona 43
" — Chadzi tu... Jednocześnie ruchem głowy i palca Paweł dziecko ku sobie przyzywał, ale ono bosą stopkę coraz wyżej ku piersiom podnosząc już, już do wybuchnięcia płaczem blade usta wykrzywiać zaczęło, gdy na ławie leżący i na łokciu wsparty człowiek powtórzył: — Chadzi,..."
Cham cz. 2 - strona 44
" zamkniętych jeszcze drzwi chaty ku śmietnisku, a stamtąd ku wrotom, węsząc coś, czegoś szukając, biegał żółty Kurta. Dziecko w jednym ręku spory kawał chleba, a w drugim cukier trzymając przez małe szyby chciwym wzrokiem ruchy psa ścigało, aż zaszczebiotało: — Ciu-cia!..."
Cham cz. 2 - strona 45
" — Dokuczy! — zauważyła z cicha. Nie odpowiedział nic. Widocznie chora, drżała na całym ciele, choć w chacie wcale zimno nie było, i otulała się swoim podartym kaftanem. — Może ogień rozpalić? — zapytała. — Rozpal. Zaczęła krzątać się około pieca; mimowolne stękania..."
Cham cz. 2 - strona 46
" — Przed wieczorem powrócę... Jeżeli boisz się sama zostawać, drzwi na zasuwkę zamknij! Nie gniewał się już i stanowcze postanowienie powziął, ale było w nim jeszcze coś, co go ku wolnemu powietrzu, ku bystrej, burzliwej wodzie ciągnęło. Dwa wiosła w sieni stojące wziął i o..."
Cham cz. 2 - strona 47
" a ona bała się bardzo, aby czego nie zepsuł i szkody jakiej, broń Boże, nie zrobił. Ale teraz już, chwała Bogu, zasnął... Wszystko to mówiła trochę już śmielej i głośniej, ale z siedzenia nie wstawała, a w mówieniu i postawie czuć jeszcze było trwogę i niepewność. Po..."
Cham cz. 2 - strona 48
" strumieniem wylewać się z niej zaczął przez te nowe lata włóczęgi nakipiały w jej piersi war goryczy, zażaleń, gniewu. Jak błyskawica przemknęło jej przez głowę wspomnienie dalekiej chwili, w której na wyspie wśród śnieżnych gwoździków powiedziała temu człowiekowi..."
Cham cz. 2 - strona 49
" będą robić? na co ty mnie tam potrzebna?" I pojechał, a ona za nim cościś we dwa tygodnie po jego wyjeździe, pojechała. Myślała, że do tego miasta, w którym on był, dojedzie i że on jej w tym wielkim nieszczęściu, które nadchodziło, z pomocą stanie. Ale już tylko niewiele..."
Cham cz. 2 - strona 50
" raz w oczy kucharka, także złośnica wielka, pokłóciły się i ona tej kucharce garnek z gorącą wodą na głowę rzuciła. Gwałt w domu podniósł się wielki; przed sądem ją oskarżyli, sąd ją na trzy miesiące więzienia skazał albo na zapłacenie kucharce nie pamięta już wiele..."
Cham cz. 2 - strona 51
" z dzieckiem! Uczuła, że znowu siły traci i szumieć jej w głowie zaczyna... Sprzedała tedy wszystko, co jeszcze miała, nawet jedną z dwóch koszul; praczka też ta, dość litościwa, u jakichś znajomych państwa kilka rubli dla niej uprosiła, zabrała więc dziecko i pojechała...."
Cham cz. 2 - strona 52
" Ona niepewnością tego, co spotkać ją miało, zdjęta żadnego poruszenia nie uczyniła; Paweł zaś podniósł zwieszoną dotąd głowę. — Chtawian obudził się; idź, zobacz go... Poszła i dziecko na ręce wziąść chciała, ale ono kapryśnym ruchem objęć jej uniknąwszy zsunęło..."
Cham cz. 2 - strona 53
" Paweł nie spuszczając z niego oczu uśmiechał się coraz wyraźniej i weselej. — Tato! — odpowiedział. — Ta-to? — ze zdziwieniem jakby przechylając na bok główkę zapytało dziecko. — A tato! — powtórzył Paweł i w tejże chwili uczuł, że niby węże cienkie i gibkie..."
Cham cz. 2 - strona 54
" Do kieszeni sukni sięgnęła i wyjęty z niej papierek rozwinąwszy ukazała w nim trochę białego proszku. — Widzisz? trucizna... — W imię Ojca i Syna... — przeżegnał się Paweł. — I do tego jeszcze czort ciebie kusił? Skądże ty wzięła tę truciznę? Oho! ona, kiedy czego..."
Cham cz. 2 - strona 55
" A gdy dziecko upierało się przy zostawieniu mu garnka, po plecach je dłonią uderzyła. Chtawian głośno zapłakał. Paweł surowo ozwał się: — Za co bijesz? Daj jego tu! Po sposobie, w jaki zawijała się około nastawiania samowara i przyrządzania herbaty, widać było, że teraz..."
Cham cz. 2 - strona 56
" Po skończeniu Wierzę w Boga, nie wstając z klęczek, „Służbę bożą" ze stołu wziął i otworzył ją w miejscu, w którym założona była największym biletem dnia imienin France winszującym. Powoli, zgłoskę od zgłoski oddzielając czytać zaczął: — Modlitwa o zwy-cię-stwo..."
Cham cz. 2 - strona 57
" tym na ręku pokazać się przed ludźmi. Lakajskie dziecko! z końca świata przyniesione! Wstyd! Miał jednak przyczynę, dla której wszystkim pokazać chciał, że i z żoną pogodził się, i jej dziecko za swoje przyjął. Gęby im przez to pozamyka i do wiadomości da, że ani jej, ani..."
Cham cz. 2 - strona 58
" Chtawiana, który wszystkim, co otaczało go, zadziwiony spokojnie na rękach siedział, w głowę pocałował. Kobieta żwawo odeszła i na sąsiednie podwórko zawróciwszy w drzwiach Koźlukowej chaty zniknęła. We wnętrzu tej chaty rozległy się i aż do Pawła doszły odgłosy żywych..."
Cham cz. 2 - strona 59
" — Ale! — odpowiedziała Ulana. Chtawian zaś do przelatującego wróbla palec wyciągnął i rzekł: — Chli-chli-chli-li-li! Wzrok Ulany trochę złagodniał, a Paweł po chwili milczenia ozwał się znowu: — Ot, zwyczajnie... sierota! — A toż... Zawahała się trochę, palcami..."
Cham cz. 2 - strona 60
" W tej samej chwili przez niski płot dwa podwórka roz-dzielający przeskoczyła Franka i ku rozmawiającym szybko, z głośnym śmiechem biegła. Twarz miała bardzo chudą, żółtą, ale uczesała się dziś gładko, krucze jej włosy pod blaskiem słońca lśniły jak jedwab i mieniły się..."
Cham cz. 2 - strona 61
" Posłuszna, Chtawiana na ręce wzięła i zaraz odeszła. Paweł poprosił szwagra, aby mu konia na godzin kilka pożyczył i ku stajence po niego poszedł. Ulana wchodząc z dziećmi do izby, w której Filip coś już młotkiem i heblem około nowych desek robił, z gniewem rzekła: — Żeby..."
Cham cz. 2 - strona 62
" — A nic, dobrze. Wszystko, chwała Bogu, dobrze! Żeby tak dobrze do końca życia było. Jakby do dłuższej pogawędki, ramieniem oparł się o drzewo, pod którym siedziała Awdocia. Ona zaś z twarzą ciągle ku niemu podniesioną szeptała: — A ja wczoraj w twojej chacie była, na was i..."
Cham cz. 2 - strona 63
" Głową potwierdzająco skinął. — Słucha. Choć czasem i zagniewa się, a posłuchać musi. Już teraz nic nie pomoże: nijakie jej gniewanie się i nijakie całowanie nie pomoże... ona swoje, a ja swoje. „Pracuj, mówię, Pan Bóg każdemu człowiekowi na świecie pracować..."
Cham cz. 2 - strona 64
" płakała, że niech Pan Bóg broni, a mnie najgorzej, jak ona płacze. Zdaje się, że i życie zaraz oddałbym, żeby tylko nie płakała. Ale już i to nie pomoże... już żeby nie wiem jak płakała, taki napomnę i wykrzyczę... Niedługoż już tego będzie... prędko już i nie będzie..."
Cham cz. 2 - strona 65
" i pewno by z pięć rubli za niego wziął. Pięć rubli! Nie żarty, jaka to strata! A znów przeszłej niedzieli z włościańskiej poczty list od Chwedorka przywieźli... Pisze, że nijak do wojska przyzwyczaić się nie może, że ptakiem by, zdaje się, do chaty rodzonej powrócił, że..."
Cham cz. 2 - strona 66
" małych dzieci i bosymi stopkami za babką ku chlewkowi podreptało. Najstarszy, Tadeuszek, przed paru laty zmarł, ale Hanulka i Stepanczyk żyli, a teraz w głębi chlewka taki radosny krzyk i śmiech podnieśli, że Awdocia także śmiała się na całe gardło. Na świnie chciwie jadło..."
Cham cz. 2 - strona 67
" Paradziła jena joho, Da ciomnoi noczy; Dała jomu bieło liczko, Da czornyje oczy... Tego samego dnia, niewiele przed wieczorem, Franka z małym Chtawianem na kolanach na progu chaty siedziała. Ubrana była znowu po chłopsku, ale już żadnych świecideł u szyi i uszu nie miała;..."
Cham cz. 2 - strona 68
" — A pewno, że nie taka chamka jak ty! Wtedy Ulana ze swojej połowy ogrodu kazała iść precz Chtawianowi, który pomiędzy zagonami z jej trzyletnią Maryśką piasek przesypywał. Po prostu, schwyciła go na ręce i przez niski płot do tej połowy ogrodu, w którym znajdowała się jego..."
Cham cz. 2 - strona 69
" — A Pawła nie ma w chacie? — grubym szeptem zapytała żebraczka głowę tylko w brudną szmatę owiniętą zza węgła wychylając. — Nie ma! nie ma! trzy dni nie będzie! — śpiesznie odpowiedziała Franka i dziecko z kolan spuściwszy na spotkanie przybyłej poskoczyła. — A mojaż..."
Cham cz. 2 - strona 70
" Siadła i wszystko, wszystko rozpowiadać zaczęła, a gdy opowiadała o tym, jak Paweł jej wszystko darował i dziecko za swoje przyjął, łzy jej w oczach świeciły i wargi drżały. Marcela też spoważniała, skupiła się jakoś w sobie, od czego kwadratowa jej postać wydawała się..."
Cham cz. 2 - strona 71
" „Patrzaj, Franka, żebyś zrobiła, co ja powiedział!" Jak powróci i zobaczy, że nie zrobione, kazanie zaczyna mówić albo i wykrzyczy. Jaż wszystko i robię, choć przed samą sobą wstydzę się, że do takich prostych robót zaprzągnięta, choć czasem ze słabości, ot, zdaje się,..."
Cham cz. 2 - strona 72
" — Patrzajcie, państwo! to on taki srogi zrobił się! Aaa! Jednakowoż, moja mileńka, szczęśliwa ty, oj, jaka szczęśliwa, że takiego człowieka dostała! Co to! tyle żonce wybaczyć i cudze dziecko jak swoje hodować i jeszcze do roboty zapraszać, jak tę panią do stołu! Nie żart,..."
Cham cz. 2 - strona 73
" — A wieleż, moja mileńka, tobie lat będzie? — A trzydziesty ósmy na Gromniczną zaczął się! — z widocznym tryumfem odpowiedziała Franka. Marcela głową kołysała. — Oj, to już i nie dziecina ty, i do sorokouki (czterdziestki) tobie niedaleko. Sorok liet, babskij wiek, moja ty..."
Cham cz. 2 - strona 74
" Dziewiętnasty rok zaczynał, twarz miał jak u dziewczyny gładką i złotorude włosy Sfałdowane policzki Marceli zatrzęsły się od cichego, filuternego śmiechu. — At, dzieciuk! — wymówiła — młody, to i gładki... — To nic, że młody — cicho trzepała Franka — ale taki..."
Cham cz. 2 - strona 75
" Myślami swoimi zajętą była, milczała dość długo, aż w zmroku zaczynającym już izbę napełniać wyprostowała się, ruchem zmęczenia ramiona w górę podniosła; oczy jej, zapadłe, wielkie, czarne, pod czołem wilgotną szmatą oblepionym napełniły się czarnym smutkiem. — Oj,..."
Cham cz. 2 - strona 76
" V Pora kośby i żniw minęła; wiele rzeczy przez ten czas ubiegły działo się i stało w dwóch sąsiadujących z sobą chatach. Raz, w czasie koszenia łączki, którą Filip w pobliżu wsi posiadał, Paweł z rana przed chatę wyszedłszy i po niebie okiem powiódłszy do szwagra..."
Cham cz. 2 - strona 77
" Ubraną była w białą jak śnieg koszulę, błękitną perkalową spódnicę i różowy fartuch; czarne włosy spod kwiecistej chustki wypływały jej na czoło, ramiona i plecy. Ruchy miała ożywione; wesołymi oczami i białymi zębami błyskała. Filip drwiącym śmiechem zrazu ofiarę jej..."
Cham cz. 2 - strona 78
" albo przy domu i promie zostawał, a Daniłko z dwoma kobietami żął i snopy do stodoły woził. Franka też często razem z nim na furą zboża właziła i do domu jechała, po czym razem powracali i brali się do roboty. Choć na gorąco i bóle w krzyżu wyrzekała nieraz, wesołą była,..."
Cham cz. 2 - strona 79
" żadna kropla brudu nie ciążyła ich piersiom, gdy zmęczeni zasypiali i twardo, głęboko spali przez całe noce. Paweł przez ten czas długie wycieczki po rzece odbywał, a do domu wracając znajdował Frankę pracującą, wesołą, w śnieżną koszulę i różowy fartuch ustrojoną. Choć..."
Cham cz. 2 - strona 80
" — Sadoma i Hamora! — bijąc krzyczał — a toż nam za ciebie boski piorun chatą spali! A toż on tobie jak rodzonym dziadźkiem był, na rękach ciebie nosił, dobra, rozumu uczył! A ty jemu taki wdzięczny! A ty z jego żonką... A do pługa, a do cepa, a do roboty tobie, nie do..."
Cham cz. 2 - strona 81
" przeciągle i bury kot, nadeptany czy przestraszony, nie mając kędy uciec, ze wściekłym miauczeniem po izbie się miotał. Wtem do izby wszedł Paweł. Z rzeki wracał, u połowy góry wrzask z chaty Koźluków wychodzący usłyszał i niespokojny, zdziwiony, spiesznie ku niej podążył. Na..."
Cham cz. 2 - strona 82
" także czerwonością. Wiedziała dobrze, co zaszło w chacie Koźluków; przez okno widziała, kiedy Paweł do tej chaty wchodził, kiedy i jak z niej wyszedł. Była więc przestraszoną, ale daleko więcej zawstydzoną. Ten wstyd, którego doświadczyła, gdy po trzyletniej prawie..."
Cham cz. 2 - strona 83
" Z załamanymi rękoma, z czołem do chropowatej ściany przyciśniętym, rycząc z płaczu, urywanymi słowami wymawiał: — Nie ma już widać dla niej ratunku ni wybawienia żadnego! nie ma już dla mnie szczęśliwej doli na świecie! Co mnie tu robić? Boże mój wszechmogący! Bożeż mój..."
Cham cz. 2 - strona 84
" jego Pan Bóg za moją krzywdę skarał! Żeby on dobra na tym i na tamtym świecie nie doczekał! Klęła, wyrzekała, czasem jak dziecko kwiliła, a czasem zrywała się jak furia i na pościeli wyprostowana za włosy targała się, pięścią o pięść biła. — Dość już ja jemu za jego..."
Cham cz. 2 - strona 85
" — A cóż? cóż? cóż? — zaszeptała Franka — może co mówił? może kazał mnie co powiedzieć? — Nic on nie mówił i nic powiedzieć nie kazał! — odpowiedziała Marcela. — Zwyczajnie d z i e c i u k! Brat wybił, to siedzi i płacze... co ma robić? Franka gwałtownie..."
Cham cz. 2 - strona 86
" — Mówić nie mówił, ale ja wiem... — odpowiedziała Franka. U łóżka siedząca kupa łachmanów trzęsła się ciągle od tłumionego śmiechu, a po chwili wyszedł z niej głos przymilający się i zawodzący: — Oj, pewno, że chciałby, czemu by nie chciał? Jeszcze nie było na..."
Cham cz. 2 - strona 87
" Przez kilkanaście dni potem Franka miała już ciągle głową mokrą chustą obwiązaną, a widać było po niej, że cierpienia, przeciw którym środka tego używała, istotnymi były i dotkliwymi. Ciało jej coraz więcej nabierało suchości i żółtości trzaski, a na woskowo żółtych,..."
Cham cz. 2 - strona 88
" miłosne instynkty, a wspomnienie razów od Pawła otrzymanych wprawiało jej dumę w obłędne prawie wyobrażenia o własnej wyższości i wielkości. Cechy temperamentu, charakteru, procesów myślenia, rozwinięte w niej a w części zapewne i wytworzone przez całokształt jej życia,..."
Cham cz. 2 - strona 89
" — Co mnie tu robić? Boże mój miłosierny! Boże wszechmogący, co mnie z nią robić? Awdocia, niska, szczupła, bosa, nad wiadrem pełnym wody stała wyprostowana jak świeczka, z podniesioną ku niemu rumianą, pomarszczoną twarzą, na której malowało się zmartwienie i podziwienie...."
Cham cz. 2 - strona 90
" Może będzie bać się, może na nią groźby po-trzeba, może groźbę przed sobą widząc upamięta się! Już widać innej rady dla niej nie ma! bij! — Już widać rady i innego ratunku dla niej nie ma! — machinalnie powtórzył i nagle rękoma splasnął. — Co mnie tu robić? —..."
Cham cz. 2 - strona 91
" Długo jeszcze w ten sam sposób mówiła, tym, że ją był na kilka godzin w ciemnej izbie zamknął, do ostatka rozwścieczona. Paweł nie odpowiadał nic; jak kamienny na ławie siedział, kiedy zaś wreszcie umilkła, powtórzył: — Daj jeść! — Nie ma u mnie dla ciebie żadnego..."
Cham cz. 2 - strona 92
" — Nu, czy przestaniesz? — krzyknęła Franka — wolałabym skrzeczenia żab słuchać niż tego chamskiego czytania! Czytać zachciało się! pan! hrabia! rabin żydowski! Paweł czytał, a raczej bąkał: — Niech się sta-ram o cno-ty p-r-z-y z-przyz-w-o-wo-przyzwo... Wtem mała,..."
Cham cz. 2 - strona 93
" w kościele przysięgała... toż ja tobie nic złego nie zrobił... za co ty mnie męczysz? za co ty sama siebie gubisz?... Ona przed ogniem stojąc milczała i drżącą ręką mieszała w garnku wodę i krupy Po twarzy jej, czerwonym blaskiem ognia oblanej, błądziły jakieś wahające się..."
Cham cz. 2 - strona 94
" znowu uczuła na ramieniu swym tę samą co wprzódy obręcz i znowu z przeraźliwym krzykiem ku ziemi przypadła. W izbie zaś razem z jej krzykiem i chlipaniem przelęknionego dziecka słychać było głuchy stuk zadawanych razów i śpiesznym, urywanym, zdławionym szeptem wymawiane wyrazy:..."
Cham cz. 2 - strona 95
" i dziecku dał. Potem schyliwszy się wziął je na ręce i przez izbę przeniósłszy na łóżku posadził. — Jak zjesz, połóż się i śpij! — nauczył. Z najciemniejszego kąta izby, tego, w którym śród rybackich i gospodarskich narzędzi najczęściej i najgłośniej zwykłe były..."
Cham cz. 2 - strona 96
" — Nu, patrzaj, bo jeżeli co... kijem skórę z pleców zedrą! Ulana nad dzieżą, w której chleb miesiła, kilka przekleństw wymruczała i z wykrzywionymi usty na stroną splunęła. Daniłko mówił prawdę. Myśl o widzeniu się z nim sam na sam gwoździem w mózgu siedziała i warem..."
Cham cz. 2 - strona 97
" A gdy natarczywiej jeszcze ku niemu wróciła, pięścią nieco powyżej pleców ją uderzył i sam uciekł. To przechodziło już wszystko, co znieść mogła. Jak to! więc po to urodziła się, aby każde chamisko śmiało na jej plecy pięści swe opuszczać! A któż to ona jest, aby w..."
Cham cz. 2 - strona 98
" Tak wykrzykiwała, przechwałki i pogróżki grubymi wyrazami łajań i przekleństw przeplatając, pięściami wygrażała, a potem przyciszała się na chwilę i z głuchym tylko warczeniem po zżółkłej trawie podwórka pomiędzy niskimi płotkami chodziła w kółko, w kółko,..."
Cham cz. 2 - strona 99
" włosy jak czarne, połyskujące węże wiły się po jej plecach i piersiach, oczy zaś wielkie, zapadłe, spod oblepiającej czoło mokrej szmaty płomienie i błyskawice ciskały, wydawać się mogła bezprzytomną i rozszalałą wariatką. Ale ludziom, którzy patrzyli na nią, wydawała..."
Cham cz. 2 - strona 100
" drobnym kroczkiem małą przestrzeń przebyła i na podwórko Pawła wszedłszy drogę France zaszła. — Franka — łagodnym i poważnym głosem zaczęła — słuchaj, Franka! Tobie ktościś coś zrobił, ty oczarowana. Już teraz ja wiem, dlaczego ty taka, i takiego ziółka tobie..."